Rozumiem, że Adam Bodnar jest rzecznikiem praw obywatelskich, stojącym na straży praw wszystkich – również morderców. Niewdzięczna to rola, porównywalna z pracą adwokata, który z urzędu nie wybiera sobie klientów, nawet w najokropniejszych przypadkach. Poniekąd cieszyłem się, że w dobie rządów jednej partii stanowisko ombudsmana przypadnie raczej lewicowemu prawnikowi. Bodnar do czasu pełni rządów PiS nie przejawiał zresztą ambicji pójścia na zwarcie ideologiczne. Rzecznikowi praw obywatelskich dostaje się teraz mocno za to, że wyszedł pierwszy przed szereg i wyraził zaniepokojenie działaniami policji wobec podejrzanego o morderstwo w Mrowinach.

Zbrodniarz groźny i zdeterminowany

Student z Wrocławia porwał dziecko kobiety, w której się nieszczęśliwie zakochał, a następnie beznamiętnie skatował i upozorował zbrodnię tak, by wyglądała na czyn pedofila, tylko po to, żeby nikt go nie podejrzewał. Jakubowi A. wydawało się, że dokonał zbrodni doskonałej. Ale przeliczył się, bo w dobie mediów społecznościowych i siły przekazu niedoszli wspólnicy go wsypali. Wszystko poszło gładko – funkcjonariusze policji odkryli jego kryjówkę w domu dziadków, a następnie zastawili skuteczną zasadzkę na potencjalnego zabójcę. Rzucili zaskoczonego na ziemię, odzianego w skąpe, czarne bokserki. Wyprowadzili z domu w kajdankach zespolonych, zgięli mu kark i tak doprowadzili na przesłuchanie. Akcja została nagrana, a następnie opublikowana w sieci. Wybaczą wszyscy konstytucjonaliści, lewicowi aktywiści i zwyczajnie wrażliwi na ludzką krzywdę, ale zupełnie mi nie jest żal tego człowieka.

Jeśli ktoś dopuścił się morderstwa i to tak okrutnego – na niewinnej, bezbronnej istocie, jaką jest dziecko – to musi liczyć się z konsekwencjami. Łącznie z infamią, splunięciem pod nogi i ostrym traktowaniem przez funkcjonariuszy policji. Bodnar i część prawników krytykują służby za nieproporcjonalne i ostre środki, użyte przy zatrzymaniu Jakuba A. W istocie? Wobec osobnika, który z wyrachowaniem zaplanował straszną i okrutną zbrodnię? Wykorzystał naiwność 10-letniej Kristiny, która przecież znała swojego oprawcę i chociaż nie pałała do niego sympatią, to przecież nie mogła przypuszczać, że wsiadając do samochodu, jedzie w ostatnią i tak bolesną podróż w życiu? Zadał dziecku 30 ran kłutych. Zbezcześcił ciało dziewczynki. I potem systematycznie zacierał wszelkie ślady swego udziału. Czy to nie jest groźny przestępca?

Znamienny jest list blogerki policjantki, skierowany do Bodnara, która pisze, że przeżyła wiele takich zatrzymań. I policjanci muszą trzymać nerwy na wodzy w kontakcie z podejrzanym dzieciobójcą, choć jest to trudne.

Funkcjonariusze mieli wpaść do kryjówki, zapytać, czy przebywa tam może sprawca zabójstwa z Mrowin i pozwolić 22-latkowi uciec?

Schizofrenia „Wyborczej”, która sama wydała wyrok

Bodnar i „Gazeta Wyborcza”, do której jeszcze w tym tekście wrócę, w ogóle nie brali pod uwagę takiego scenariusza, że skoro Jakub A. zlecał zabicie dziecka kilka tygodni wcześniej, to mógł działać w grupie osób. Funkcjonariusze policji nie są jasnowidzami i nie bawią się w ruletkę, zgadując, czy ukrywająca się osoba dysponuje bronią, ostrymi narzędziami i kolegami na czarną godzinę, czy też nie. Narracja, jakoby policja przesadziła w sprawie zatrzymania Jakuba A. brzmi tak: mieliśmy do czynienia z jakimś drobnym złodziejaszkiem sklepowym, a nie najbardziej perfidnym mordercą w ostatnich miesiącach. Pomijając, że kajdanki zespolone są jak najbardziej prawidłowym środkiem, ujętym w ustawie o policji. „Kajdanek zespolonych lub kajdanek zakładanych na nogi można użyć wyłącznie wobec osób: 1) agresywnych; 2) zatrzymanych w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa z użyciem broni palnej, materiałów wybuchowych lub innego niebezpiecznego narzędzia lub przestępstwa, o którym mowa w art. 115 czyn zabroniony § 20, art. 148 zabójstwo lub art. 258 udział w zorganizowanej grupie lub związku przestępczym ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz.U. z 2018 r. poz. 1600); 3) pozbawionych wolności” – czytamy w przepisach.

Sukces policji – niepełny, bowiem to wspólnik Jakuba A., mieszkaniec Gliwic, naprowadził po morderstwie z 13 czerwca na trop Jakuba A., a nie wspaniałe metody operacyjne – musiał zostać natychmiast „przykryty”. Jakoś nie przypominam sobie, by „Gazeta Wyborcza” protestowała, gdy Stefan W. po zabójstwie Pawła Adamowicza został doprowadzany na przesłuchanie w kajdankach zespolonych. Wtedy też nie było rozmowy, czy to podejrzany, potencjalny przestępca, czy może zwyczajny morderca. A Zygmunt Miernik – były działacz KPN, który rzucił tortem w sędziego sześć lat temu? 10 miesięcy więzienia, bez zawieszenia i… w otoczeniu policjantów, a jakże – prowadzony w kajdankach zespolonych. Wtedy nie dostrzegłem artykułów „Gazety Wyborczej”, gdzie padłyby ostre słowa w kierunku służb i krytyka państwa. Mało tego – sama redakcja dziennika w serwisie internetowym pisze w tytule tak: „Prokurator o mordercy Kristiny: Przyznanie się to nie wszystko”. Tekst został po kilku godzinach zmieniony, bo coś zgrzytało z linią „Wyborczej”. I jeszcze jeden nagłówek, który aż bije po oczach zrozumieniem dla praw podejrzanego – zastrzegam – a nie skazanego: „Zabójca Kristiny odbierał ją ze szkoły. Dziewczynka go nie lubiła”. Zatem, drodzy publicyści „Wyborczej”: zanim zaczniecie kogokolwiek pouczać i wytykać palcami, zacznijcie od siebie. Czy tylko ja mam wrażenie lekkiej paranoi, gdy z jednej strony czytam pełne patosu wyrazy wdzięczności dla Bodnara, podczas gdy sami nazywacie Jakuba A. nagminnie mordercą?

Pytania ważniejsze niż kajdanki zespolone

Przyznam szczerze, że jeszcze kilka lat temu byłem zwolennikiem kary śmierci dla zwyrodnialców. Z biegiem czasu dostrzegłem różne konteksty wielu sytuacji, aż wreszcie Polską wstrząsnął głośny i tragiczny przypadek Tomasza Komendy. Gdyby obowiązywała kara śmierci za największe zbrodnie, zginąłby niewinny człowiek. Oburza mnie, gdy wycieka zdjęcie Jakuba A. z przesłuchania, bo zdaję sobie sprawę, że któryś funkcjonariusz akurat w tym momencie celowo nagiął prawo, żeby zgotować w sieci lincz. Coraz częściej zgadzam się z wnioskiem, że nasze życie społeczne musi normować prawo, a nie odczucia społeczne, które mogą być zmanipulowane, zbyt radykalne lub po prostu oparte na fałszywych przesłankach. Dlatego nie cieszy mnie widok więźniów, którzy zgotowali przywitanie dla Jakuba A. w zakładzie karnym w Świdnicy – tak, jakby byli jakimiś lepszymi ludźmi, odsiadującymi wyroki pro publico bono. Jednak, skoro tak wielu przedstawia jako wzór system penitencjarny w Skandynawii, może warto zrezygnować z ukrywania wizerunku podejrzanych i skazanych za ciężkie przestępstwa? Nazwisko Breivik kojarzy każdy w Europie. Dochodzi do tego, że polskie redakcje wymyślają łamańce w stylu „żony Ryszarda Kalisza”, byle tylko nie zapłacić odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych. Zamiast dyskusji o kajdankach zespolonych, warto podyskutować raczej o tym, jak usprawnić system więziennictwa, zmieniać Kodeks karny i sprawić, by do takich zbrodni jak w Mrowinach już nie dochodziło.

I jeszcze jedno – mało kto w tej żarliwej kłótni o prawa podejrzanych nie wczuwa się w położenie rodziny Kristiny. Wisława Szymborska napisała mądrze: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Przez lata odnosiłem wrażenie, że ta fraza wiersza zwalnia z dokonywania ocen, samodzielnego myślenia, krytycyzmu. Nie – nie wiemy, a przynajmniej znaczna część z nas, jak to jest: stracić dziecko z rąk zabójcy. Czy wówczas nie domagalibyśmy się kary śmierci dla oprawcy, a artykuły o biednym losie Jakuba A. nie raziły naszych uczuć? A może chcielibyśmy pozostawić wszystko w rękach prokuratury i sądów? Nad tym też warto się zastanowić – wystarczy chwila empatii, której w debacie publicznej brakuje.