Nic też dziwnego, że to przede wszystkim sąsiedzi Rosji, mający złe doświadczenia, protestują przeciwko temu. Solidarność europejska nie istnieje, kiedy chodzi nawet o drobne interesy, a cóż dopiero mówić, gdy rozbieżności są poważne. Zarówno nasi potencjalni sojusznicy w UE, jak i przeciwnicy w sprawie Rosji mają bardzo często podobne zdanie, podyktowane krótkofalowymi interesami. Tymczasem rosyjski imperializm zagraża nie tylko krajom bezpośrednio sąsiadującym z państwem Putina, lecz także często bardzo odległym. I wcześniej czy później z powodu współpracy z Rosją te kraje napytają sobie takiej samej biedy, jak wcześniej z powodu fali imigrantów. Krótkowzroczność w polityce mści się wcześniej czy później.