W Gdańsku totalna opozycja uczciła okrągłą rocznicę niedemokratycznych – ustalonych z Jaruzelskim i Kiszczakiem – wyborów. Rzadki to przypadek – przynajmniej w cywilizowanym świecie, bo rzeczywiście w Rosji to nawet tradycja – że w wolnym państwie gloryfikuje się oszustwo wyborcze i jednocześnie krzyczy, że czasy, w których obywatele mogą bez skrępowania głosować na tego, na kogo chcą, to dyktatura. 

Jaka wizja Polski została zarysowana w Gdańsku? Usłyszeliśmy, że smutasy nie wygrywają wyborów, że Niemcy powinny rządzić Europą, że trzeba koniecznie zlikwidować lekcje religii i zamiast nich wprowadzić lekcje religioznawstwa, by młody człowiek opuszczający gmach liceum miał wiedzę o różnych systemach wartości i z każdego wybierał sobie to, co mu się podoba, lub – to bardziej prawdopodobne – na co będzie akurat moda. Były też dysputy o świętości – przepraszam, ale to bezpośredni cytat – cipki. 

Ze spraw bardziej konkretnych – rzecznik praw obywatelskich ogłosił byłych funkcjonariuszy SB ofiarami transformacji ustrojowej. Bo rząd Prawa i Sprawiedliwości zabrał im przywileje za mordowanie, szantażowanie, bicie, podsłuchiwanie i gnębienie ludzi. Wyobrażają sobie Państwo taką niesprawiedliwość? Towarzysz Kiszczak obiecał im w 1989 r., że kasa za takie zasługi będzie, a teraz się okazało, że słowo tow. Kiszczaka nie ma w Polsce mocy prawa. 

Totalna uroczystość w Gdańsku miała być nowym otwarciem po stronie opozycji. Konia z rzędem temu, kto doszuka się choćby trzech istotnych zdań z tego potoku dziwactw, kłamstw i manipulacji. Zapowiadane otwarcie bardziej przypominało zatem zamknięcie i teraz można czekać na tego, kto ostatni zgasi światło. Po raz kolejny okazało się bowiem, że totalna opozycja totalnie odleciała od polskiej rzeczywistości. 

Dlaczego dziś tak wielu Polaków zaczęło to wyraźniej dostrzegać? Czy Donald Tusk jest dziś inny niż sześć, siedem lat temu? Czy Platforma straciła potencjał? Przez całe lata rządów PO-PSL mówiliśmy i pisaliśmy, że siłą tego układu politycznego nie są pomysły, ale szczelny kordon medialny. Przez wiele lat polscy wyborcy po prostu nie mogli poznać prawdy o potencjale Tuska i jego towarzyszy, bo potężne media kreowały ich wizerunek, ratując z każdej wpadki. A dziś tak nie jest. Kordon nadal istnieje, ale są w nim spore szczeliny, przez które prawdziwy obraz rzeczywistości politycznej w naszym kraju dociera do coraz większej liczby wyborców. To nie Tusk zgłupiał, to Polacy dostali szansę posłuchać, co ma do powiedzenia – bez ustawiających przekaz komentarzy speców od PR. I okazało się, że w jego wywodach nie ma treści; jest klepanie banałów, które nie mają żadnego związku z jakością życia w Polsce, z naszym rozwojem, bezpieczeństwem. Nie ma żadnej oferty dla Polski. Maski opadły. Tusk z męża stanu – tak pokazywały go zaprzyjaźnione media – przeistoczył się w jednego z biesiadników na imieninach u cioci.