Na uwagę zasługuje to, co mówią nawet nieprzychylni PiS komentatorzy, że runął mit „strasznego Kaczyńskiego”, którego trzeba „schować do szafy, bo mobilizuje opozycję”.

Więcej, okazało się, że jeśli ktoś mobilizuje przeciwników, to… Donald Tusk – prezes PSL, Władysław Kosiniak Kamysz mówił wprost, że to obecność „króla Europy” sprawiła, iż zmobilizowali się wyborcy PiS. Jesteśmy tuż po 30. rocznicy 4 czerwca 1989 roku, zapowiadanej jako „gamechanger opozycji”.  Sądzono, pewnie nawet liczono, że po zakładanym „remisie wyborczym” uda się przejść do kontrofensywy. Nic z tego chyba nie wyszło. Mało przekonujące wystąpienie Donalda Tuska na Długim Targu w Gdańsku i wyraźne zaangażowanie się w politykę centralną części prezydentów miast sprzyjających opozycji to za mało, by porwać kogokolwiek poza peowskim betonem i kilkoma warszawskimi dziennikarzami zakochanymi w opozycji. Stąd więc pojawiają się głosy, że PiS nie powinien się przejmować, że zwycięstwo ma już w kieszeni. Nic bardziej mylnego. Strategia Zjednoczonej Prawicy na kolejne miesiące musi być przemyślana. Nie da się w nieskończoność obiecywać redystrybucji środków do społeczeństwa, czyli wprost – kolejnych danin w postaci programów solidarnościowych. Z prostej przyczyny – obietnice może być trudno potem dotrzymać. Konieczna jest więc szczera rozmowa z Polakami, analiza ich potrzeb i odpowiedź na pytanie o wizję państwa na kolejne kilkadziesiąt lat. PiS jest w komfortowej sytuacji, Polacy mu ufają i nie wstydzą się o tym mówić.

Warto więc wyjść do ludzi, a na walkę „totalnych” o życie nie ma co się oglądać. Ich sufit to nasza podłoga.