Za drugiego rządu SLD-PSL, tuż po wejściu do NATO też mieliśmy bliskie relacje z USA, lecz była to „ulica jednokierunkowa”: nasi chłopcy bohatersko walczyli w Afganistanie i Iraku, ale nie przekładało się to na język korzyści gospodarczych czy geopolitycznych dla Polski. Teraz idealnie wykorzystujemy to, że w Białym Domu są Republikanie, a nie Demokraci. Nie chodzi tu tylko o amerykańskie bazy czy współpracę energetyczną, bo przecież nie przypadkiem prezydent Duda odwiedził renomowaną klinikę onkologiczną.

Najważniejsza jest jednak geopolityka: uznanie przez Waszyngton Polski za sojusznika nr 1 w UE zamiast Wielkiej Brytanii oraz za partnera politycznego nr 1 w Unii w miejsce Niemiec oznacza, że wokół nas tym bardziej będą grupować się kraje naszego regionu.