Ryszard Terlecki uciął wszelkie spekulacje przypominając, że zgodnie z regulaminem Sejmu komisja powołuje i odwołuje członków prezydium w głosowaniu jawnym, większością głosów.

Wybór zostanie dokonany, jeśli kandydat na daną funkcję uzyska zwykłą większość głosów, tzn. więcej głosów za niż przeciw.
- wyjaśnił.

Dodał, że w razie zgłoszeniu większej liczby kandydatów uzyskanie przez pierwszego w kolejności kandydata zwykłej większości głosów spowoduje jego wybór na przewodniczącego komisji, a głosowanie na pozostałe kandydatury stanie się bezprzedmiotowe.

Wówczas swój lament zaczęli posłowie opozycji, którzy podkreślali w trakcie posiedzenia, że to ich przedstawiciel zwyczajowo i na mocy ustaleń szefów klubów kierował komisją zdrowia. Przekonywali że naturalnym kandydatem na szefa komisji jest obecna wiceprzewodnicząca Beata Małecka-Libera (PO-KO), której kandydaturę zgłosili.

Za kandydaturą Tomasza Latosa zgłoszonego na szefa komisji przez PiS było 16 posłów, sześć osób było przeciw, jedna wstrzymała się od głosu. W związku z wyborem Latosa, który był dotychczas jednym z zastępców przewodniczącego, skład prezydium komisji zostanie uzupełniony. W czwartek nie zgłoszono kandydatury na stanowisko nowego wiceprzewodniczącego.

Komisja zdrowia zajęła się wyborem przewodniczącego już we wtorek, ale posiedzenie zostało wówczas przerwane.

Na konferencji prasowej po posiedzeniu komisji zdrowia poseł PO-KO Marek Hok zwracał uwagę, że „zgodnie z ciężko wypracowaną tradycją polskiego parlamentu” na czele komisji zdrowia stał zawsze przedstawiciel opozycji. Jak ocenił, dzisiaj została zniszczona ta tradycja.

To skandal, tak nie powinno być.
- oświadczył.

Także Małecka-Libera stwierdziła, że porozumienie zostało siłowo zerwane.

Ponieważ to przewodniczący udziela głosu, to nie jest tylko złamanie etyki, standardów i porozumienia, ale po prostu odebranie głosu członkom komisji zdrowia.
- mówiła posłanka.