"Gazeta Wyborcza" opublikowała w środę treść listu, który Marek Falenta - biznesmen skazany w aferze podsłuchowej - miał napisać w lutym do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. "Liczyłem, że wielka sprawa, do jakiej się przyczyniłem, zostanie mi zapamiętana i po wygranych wyborach załatwiona niejako z urzędu. Zresztą taka była obietnica panów z CBA" - takie m.in. zdanie znalazło się w liście opublikowanym przez "GW". Z kolei "Rzeczpospolita" poinformowała w poniedział, że Falenta - napisał we wniosku o ułaskawienie skierowanym do prezydenta Andrzeja Dudy, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, to ujawni, kto za nim stał.

Rzecznik rządu pytany w Sejmie przez dziennikarzy powiedział, że "te listy przede wszystkim są przejawem jakiejś takiej desperacji pana Falenty".

"Tylko tak to możemy odbierać, w żaden inny sposób. To jest osoba skazana prawomocnym wyrokiem. Podejmie się wszystkiego co może, żeby w jakiś sposób poprawić swoją sytuację. Tyle możemy powiedzieć"

- stwierdził.

Dopytywany o ewentualne ujawnienie przez Falentę "kolejnych taśm", Mueller odparł: "myślę, że żadnych nowych taśm nie będzie".

"Pan Marek Falenta, gdyby chciał cokolwiek ujawnić już by dawno to zrobił, próbując się chronić przed potencjalnym wyrokiem. My to odbieramy po prostu jako skrajny akt desperacji człowieka, który został skazany prawomocnym wyrokiem"

- podkreślił.

Wicepremier Jacek Sasin, pytany o komentarz w sprawie Falenty powiedział, że jest on "skazanym przestępcą, i żeby się bronić opowiada niestworzone historie". "Naprawdę, no bądźmy poważni" - dodał.

Dopytywany o opublikowany przez "GW" list Falenty do prezesa PiS Jarosław Kaczyńskiego, Sasin stwierdził, że "żyjemy w wolnym kraju i każdy może listy pisać".

Na pytanie, czy potrzebna jest komisja śledcza ds. taśm, wicepremier odpowiedział pytaniem:

"A czy pani sobie wyobraża, żeby po każdej konfabulacyjnej wypowiedzi człowieka skazanego, który chce wybielać się i poprawiać swoją sytuację, zwoływać komisję śledczą?".

Na uwagę, że Falenta wymienia w swoim liście dwanaście bardzo wpływowych osób w kraju, Sasin powiedział: "a jak ja wymienię trzydzieści znanych osób w kraju, i powiem, że właśnie przylecieli z Marsa, to też będziemy powoływać komisję śledczą?".

"Naprawdę bądźmy poważni, bądźmy poważni" - zaznaczył wicepremier.

Natomiast szef KPRM Michał Dworczyk ocenił, że "mamy do czynienia z próbą wywołania zamieszania poprzez osoby, które jeszcze niedawno uważały, że pan Falenta jest źródłem wszelkiego zła, że jest osobą absolutnie niewiarygodną".

"Dzisiaj, kiedy pan Falenta w akcie jakiejś desperacji - nie wiem jak tłumaczyć sobie jego działania - zaczyna opowiadać różne niestworzone rzeczy, to ci sami dziennikarze, politycy opozycji zaczynają pana Falentę uważać i traktować jako autorytet"

- powiedział szef KPRM.

"Pan Falenta w trakcie procesu miał możliwość i na pewno przedstawił wszystkie informacje związane z tą sprawą. Został skazany prawomocnym wyrokiem i to tak naprawdę jest podsumowanie tej całej sytuacji" - dodał Dworczyk.

Dopytywany w co jego zdaniem "gra" Falenta, Dworczyk powiedział: "Nie wiem. Nie jestem psychologiem i nie potrafię interpretować i nie chce interpretować jego działań". "Natomiast te pomówienia ze strony polityków opozycji, które się pojawiają po prostu to są takie typowe chwyty poniżej pasa" - dodał.

Na uwagę, że może nagrania z podsłuchów to nie są już "taśmami prawdy", jak określali je politycy PiS, szef KPRM stwierdził, że to PiS proponował powołanie komisji dla wyjaśnienia tej sprawy w poprzednim Sejmie, a politycy Platformy nie byli tym zainteresowani.

"To w czasach rządów PiS odbył się przed niezawisłym sądem proces, pan Falenta został prawomocnie skazany. To dzięki służbom obecnego rządu została przeprowadzona ekstradycja i sprawa jest z tego punktu widzenia zamknięta"

- powiedział Dworczyk.