Podczas dzisiejszego wystąpienia w Gdańsku Tusk przypomniał też, że 4 czerwca 1989 r. miały miejsce także tragiczne wydarzenia na placu Tiananmen w Pekinie. Na polecenie ówczesnych władz chińskie wojsko brutalnie spacyfikowało demonstrację, w której brali udział m.in. studenci; według informacji przekazanych przez chińskie władze zginęło wówczas 200 demonstrantów, w tym 36 studentów, nieoficjalne dane mówią nawet o dwóch tysiącach zabitych.

Przypomnienie wykorzystał jednak do stworzenia pewnego daleko idącego porównania.

- Ten przykład chiński, gdzie tam też pewna grupa ludzi zamarzyła o wolności w demokracji i została na oczach świata rozjechana czołgami, i rozstrzelana, to jest naprawdę pewien symboliczny moment, bo on nam pokazuje te dwie drogi, które stoją przed światem także dzisiaj

 - powiedział były premier.

Jak podkreślił, to Polska dała wówczas przykład Europie i światu, że można bez przemocy i rozlewu krwi zbudować demokrację, dać ludziom wolność i kontrolę nad władzą.

- Model chiński - nie muszę go bliżej opisywać - stanowi alternatywę dla tego sposobu myślenia, dla tej wizji

 - wskazał Tusk. I - jak ocenił - te dwie wizje są dziś obecne także w świecie i w Europie.

- Bez większego ryzyka mogę powiedzieć, że ten dylemat pojawia się także w polskiej polityce

- stwierdził przewodniczący Rady Europejskiej.

Do tych porównań odniósł się dzisiaj w programie Tomasza Sakiewicza "Dziennikarski poker" Marek Suski, szef gabinetu politycznego premiera. 

- Donald Tusk postawił taką tezę, że w Polsce [komuniści] dali bezkrwawo się pokonać, a w Chinach, gdy grupa ludzi chciała wolności, to została rozjechana czołgami. i "teraz to trzeba walczyć o tę wolność", aby "ta władza nie zrobiła tego, co wtedy [w Chinach]". Słuchałem tego ze zdziwiniem. Było to sugerowanie, że my jesteśmy tymi komunistami, którzy robili w przeszłości m.in. ścieżki zdrowia, i z nami trzeba walczyć, bo znów będziemy robić te ścieżki zdrowia, lub rozjeżdżać ludzi czołgami. Bardzo karkołomne

- podkreślił Suski.