Wygranie z jedynki to raczej norma, wygranie z ostatniego miejsca na #Podkarpacie to jak wygranie meczu, którego nikt nie obstawia.
- napisała na twitterze Elżbieta Łukacijewska, która do europarlamentu dostała się z ostatniego miejsca na liście.

Od tego wszystko się zaczęło. W rozmowie z oko.press wylewała swoje żale na działania partyjnej centrali i to, jak wyglądała kampania terenowa Platformy Obywatelskiej i działania podejmowane w ramach Koalicji Europejskiej. Padają mocne słowa o braku szacunku dla własnych działaczy.

Po prostu postawiono na koalicjanta, a ja byłam dla niego zagrożeniem [Czesław Siekierski, jedynka na liście KE, członek PSL, nie zdobył mandatu – przyp. red.]. On tego nie ukrywał. Zepchnęli mnie gdzieś w środek listy, otoczyli kolegami z miast, co jest dodatkowym utrudnieniem, bo ja pochodzę z małej gminy.  Ta wygrana dowodzi, że moi wyborcy świadomie mnie wsparli. Głosowali na Elę, a nie na Koalicję. [...] Jestem zdumiona, że taka sytuacja w ogóle zaistniała. Co więcej, mój przypadek nie był odosobniony, ale niech inni opowiadają o sobie, jeśli mają ochotę. Ja mogę powiedzieć jedno:  Jeśli w polityce nie szanuje się swoich własnych działaczy, to trudno oczekiwać, że ludzie będą nas szanowali. Podchodzili dziennikarze i pytali: Pani poseł, my przecież panią znamy, co tu się wyprawia?  A mi było głupio, bo musiałam się tłumaczyć z nieswoich decyzji. I zachować fason.
- skarży się Łukacijewska.
 
Przy okazji eurodeputowana wbija szpilę sztabowcom Koalicji Europejskiej ujawniając kulisy kampanii.

W biurze wisiała tablica, gdzie mieliśmy rozpisane dzień po dniu, gdzie jedziemy, gdzie są jakieś spotkania. Przeanalizowaliśmy, jak to wygląda po wyborach samorządowych i jak to się ma do wyborów do Parlamentu. To jest podstawa. Nie trzeba być pijarowcem, żeby to wiedzieć. Co nie zmienia faktu, że pojechać i tak trzeba właściwie wszędzie.
- mówi Łukacijewska ujawniając, jak wyglądało planowanie jej kampanii wyborczej.

Tymczasem okazuje się, że w sztabie głównym Koalicji Europejskiej takiej mapy najwyraźniej zabrakło.
 
To znaczy, że taki sztab jest do natychmiastowej dymisji. Żadna prywatna firma nie pozwoliłaby sobie na takich pracowników. Nie mieści mi się w głowie, że tego nie rozpisano, nie przeanalizowano. Że nie było w ogóle tej ciężkiej pracy na dole. Konwencje to tylko błyskotka. Tak naprawdę to szkoda na nie czasu.
- mówi w rozmowie z oko.press Elżbieta Łukacijewska.

Na reakcję partyjnej centrali nie trzeba było długo czekać. Europosłance odpowiedział rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec przekonując, że każdy kandydat miał takie same warunki w wyborach.

Jednocześnie Grabiec ujawnia, że zarząd krajowy PO opracuje wnioski z kampanii na podstawie informacji przedstawionych podczas spotkania szefów regionów.

Wnioski nie zostały sformułowane, przeprowadzona została analiza. Szefowie regionów przedstawili informacje o wynikach i przebiegu kampanii, o zaangażowaniu kandydatów i pracy struktur. Przedstawili swoje rekomendacje na przyszłość dotyczące wyborów parlamentarnych, natomiast przewodniczący Schetyna zapowiedział, że zarząd krajowy Platformy zajmie się opracowaniem wniosków na podstawie informacji przedstawionych przez szefów regionów.
- tłumaczy Grabiec.

Pytany wprost o zarzuty kierowane pod adresem kierownictwa PO przez Elżbietę Łukacijewską i proszony o odniesienie się do głosów krytycznych niektórych kandydatów zarzucających, że nie uzyskiwali wystarczającego wsparcia ze strony struktury partyjnych, Grabiec robi dobrą minę do złej gry.

Mogę się wypowiedzieć w kontekście finansowania kampanii, że obowiązywał taki schemat, iż żaden z kandydatów nie dostał dofinansowania z komitetu wyborczego. Przeciwnie, wszyscy kandydaci składali się na kampanię i ją sami finansowali, finansując tym samym kampanię wspólną, czyli np. konwencje wyborcze. Ten schemat był stały i dotyczył nie tylko pani poseł Łukacijewskiej. Natomiast formy prowadzenia kampanii przez kandydatów były różne. Z całą pewnością kampania pani poseł była właściwa. W macierzystym regionie dzięki ciężkiej pracy zdobyła mandat, czego jej gratulujemy. Ale warunki były takie same dla wszystkich kandydatów.
- mówi Jan Grabiec.