Miał być klasyczny atak na rząd i Prawo i Sprawiedliwość, a wyszło... jak zawsze.

„Zelmer nie będzie już produkować małego sprzętu AGD-odkurzaczy, robotów kuchennych czy czajników elektrycznych, z których produkcji słynął przez lata" Czy to oznacza, że za rządów, które tak ochoczo mówią o "repolonizacji" zniknie znana polska marka?”.
- napisała Łukacijewska.

 
Na reakcję internautów nie trzeba było długo czekać:


A wystarczyło tylko sprawdzić kilka faktów. Cała afera wokół „wygaszania” Zelmera zaczęła się w styczniu 2005 roku (!). Wówczas – za rządów Marka Belki - wprowadzono akcje spółki na giełdę. Co ciekawe, już w marcu w radzie nadzorczej Zelmer SA zasiadł Marek Boni, który wcześniej był doradcą amerykańskiego funduszu Enterprise Investors.

Przyjrzyjmy się całej sprawie bliżej. Okazało się, że w 2005 roku możliwe było kupienie za 48 mln zł znanej spółki, która miała w kasie 70 mln zł. Kulisy całej sprawy opisywał wówczas tygodnik „Wprost”:

„Ogromny popyt na akcje Zelmera uzasadnia pytanie do ministra skarbu: po co szukał tzw. stabilnego inwestora finansowego, dla którego zarezerwowano 24,93 proc. akcji spółki. Jedynym uzasadnieniem przyznania takiego pakietu akcji inwestorowi finansowemu było zabezpieczenie przed wrogim przejęciem Zelmera przez konkurencyjną zagraniczną firmę z branży AGD, zainteresowaną zdobyciem polskiego rynku. Tyle że minister skarbu wcale nie zabezpieczył Zelmera przed wykupieniem przez konkurencję.
Minister skarbu wybrał jako stabilnego inwestora finansowego fundusz z grupy Enterprise Investors. Grupa zarządza pieniędzmi renomowanych amerykańskich inwestorów (na przykład CalPERS, funduszy emerytalnych policjantów, strażaków i nauczycieli z Kalifornii). Szefowie spółki EI, która od 1990 r. zainwestowała w Polsce ponad 850 mln USD, mają znakomite kontakty z rządzącą lewicą, zwłaszcza z otoczeniem premiera, ale też z politykami Platformy Obywatelskiej. Formalnie wszystko jest w porządku. Tyle że sprzedając funduszowi z grupy EI tzw. pakiet stabilizujący Zelmera, państwo de facto oddało nabywcy kontrolę nad czołowym producentem drobnych urządzeń AGD. Inwestor uzyskał też premię w postaci ponad połowy krajowego rynku tego typu sprzętu (50 proc. sprzedawanych w Polsce odkurzaczy i większościowy udział w sprzedaży czajników elektrycznych, mikserów, robotów kuchennych, krajalnic itp.). Za zaledwie 48 mln zł sprzedano znak handlowy wart (według rankingu "Rzeczpospolitej" z 2004 r.) 95,6 mln zł plus 70 mln zł w kasie firmy”.

- czytamy na łamach „Wprost”.  
 
Wówczas szef resortu skarbu przekonywał jednak, że fundusz z grupy EI nie jest inwestorem większościowym Zelmera i tłumaczył, że otrzymał „jedynie” 24,93 proc. akcji, co „nie daje możliwości sprawowania aktywnej polityki właścicielskiej”. Tymczasem Komisja Papierów Wartościowych i Giełd finalnie wyraziła zgodę na to, aby fundusz nabył do 49,9 proc. akcji Zelmera, ogłaszając w tym celu wezwanie na giełdzie. Fakt, że na ostateczny ruch w tej sprawie trzeba było jeszcze poczekać, wynikał z wysokiego kursu akcji.
 
Giełdowym debiutem Zelmera zajęła się w 2007 roku Najwyższa Izba Kontroli. Raport był druzgocący. Wynikało z niego, że w styczniu 2005 r. minister skarbu sprzedał w ofercie publicznej 12,92 mln akcji Zelmera (85 proc.) po 13,2 zł. Uzyskał 169 mln zł. W ocenie NIK, wartość spółki ustalona na podstawie „prawidłowo dokonanej wyceny na dzień 31.12.2003 r.” wynosiła co najmniej 29 zł na akcję, na dzień sprzedaży zaś - co najmniej 30,2 zł.

„Oznacza to, że dokonana przez MSP sprzedaż akcji po 13,2 zł za sztukę nastąpiła za rażąco niską cenę”.
- czytamy w raporcie NIK.

Kontrola została podjęta z inicjatywy własnej Najwyższej Izby Kontroli. Powodem jej przeprowadzenia były wyniki wcześniejszej kontroli działalności oraz przygotowania do prywatyzacji Zelmer S.A. w latach 1999 - I połowa 2003 r., oraz uzyskane od parlamentarzystów informacje wskazujące na nieprawidłowości w procesie prywatyzacji Zelmer S.A. polegające na zaniżonej wycenie wartości Zelmer S.A. i sprzedaży pakietu blisko 25 % akcji tej spółki jednemu podmiotowi.

Pełną treść raportu z kontroli NIK zamieszczamy w załączniku do tego tekstu.

„Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia prywatyzację Zelmer S.A. (Spółka),  przeprowadzoną przez Ministra Skarbu Państwa w sposób niegospodarny i nierzetelny.  Minister dokonał sprzedaży akcji za cenę nie odpowiadającą ich realnej wartości przez  co rażąco zaniżone zostały przychody Skarbu Państwa z tej prywatyzacji. W procesie  prywatyzacji wartość Spółki została oszacowana w sposób nierzetelny.  Stwierdzone w kontroli działania Ministra Skarbu Państwa, takie jak: zaakceptowanie niskiej wyceny Zelmer S.A., a także oczywiście błędnej metody wyceny znaku  towarowego Zelmer i rażące zaniżenie jego wartości; dokonanie dodatkowego obniżenia  ceny akcji tuż przed ich sprzedażą; wydzielenie subtranszy dla inwestora instytucjonalnego i sprzedaż pakietu kontrolnego za taką samą cenę jak pozostałych akcji, tj. Bez  premii za nabycie takiego pakietu – nastąpiły bez istotnych powodów i z naruszeniem  podstawowych interesów Skarbu Państwa.  Okoliczności te wskazują na brak profesjonalizmu w działaniu wysokich funkcjonariuszy państwa i rażące niezabezpieczenie interesów Skarbu Państwa. W przypadku zaistnienia wymienionych okoliczności Minister Skarbu Państwa jako dobry gospodarz, powinien niezwłocznie przerwać tak prowadzoną sprzedaż akcji renomowanej i  dochodowej spółki”.
- czytamy w raporcie NIK „Informacja  o wynikach kontroli przygotowania  i przebiegu procesu prywatyzacji  Zelmer S.A. ”
 
Na tym jednak cała sprawa się nie kończy w 2013 roku  - za rządów PO-PSL - urząd antymonopolowy dał zgodę na przejęcie rzeszowskiej spółki przez BSH Bosch und Siemens Hausgeräte GmbH - jednego z wiodących producentów sprzętu gospodarstwa domowego na świecie.
 
Niemiecki koncern przejął zakład, przeprowadzając największa na Podkarpaciu prywatyzację.
 
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że w kontekście spółki Zelmer przewija się nazwisko prominentnego polityka Platformy Obywatelskiej i zaufanego człowieka Donalda Tuska.
Mowa o Michale Bonim, który zanim dołączył do ekipy Tuska, a finalnie objął tekę w jego rządzie, pracował jako doradca w Enterprise Investors – funduszu, który w 2005 roku został inwestorem Zelmera.

Z szybkiej analizy informacji dostępnych na temat kariery Boniego w Enterprise Ivestors wynika, że to właśnie z nadania funduszu znalazł się on w różnych latach w radach nadzorczych takich spółek, jak Elektrobudowa SA, Stomil Sanok SA, Polish Energy Partners SA, Zakłady Chemiczne Wizów SA, Medycyna Rodzinna SA, Opoczno SA, Zelmer SA, Kruk SA.

Z kolei ze sprawozdania Zarządu z działalności Grupy Kapitałowej Zelmer za 2007 rok dowiadujemy się, że w 19 sierpnia 2007  r. Michał Boni „złożył rezygnację z pełnienia funkcji Członka Rady Nadzorczej ZELMER S.A. z dniem 12 października 2007 r”.

Rezygnacja w 2007 roku bynajmniej nie jest dziełem przypadku. Michał Boni przestał zasiadać w radach nadzorczych, wraz z objęciem funkcji w rządzie Donalda Tuska . Zanim objął on tekę ministra w rządzie, został szefem Zespołu Doradców Strategicznych premiera Tuska.

Tym samym, europoseł Łukacijewska chcąc zaatakować PiS... wsypała swojego partyjnego kolegę i przypomniała, kto tak naprawdę stoi za prywatyzacją Zelmera.