Poniedziałkowa "GW" napisała, że szef rządu wraz z żoną w 2002 roku kupili 15 ha gruntów za 700 tys. zł od Kościoła we Wrocławiu. Później rzeczoznawca ocenił, że nieruchomość już w 1999 r. warta była prawie 4 mln zł. Czytamy, że władze Wrocławia zaplanowały bowiem na tych terenach inwestycje, a przez środek działki dzisiejszego premiera przebiegać ma trasa szybkiego ruchu. "Co dalej z 15 ha gruntów, które od Kościoła kupili za 700 tys. zł Morawieccy? Są dzisiaj warte (...) nawet blisko 70 mln zł" - napisała "Wyborcza".

"Jeżeli są to tereny, które nie wymagają dzisiaj wprowadzenia tej infrastruktury, to na razie jest tylko plan, który może się ziścić w przyszłości. Jeżeli inwestor przychodzi do miasta i mówi: ja chciałbym, żeby ta droga tam powstała, to miasto z mocy ustawy o drogach publicznych z artykułu 16. obowiązuje go do partycypacji w układzie drogowym" -

powiedział Bluj w rozmowie z portalem tvp.info.

Podkreślił przy tym, że bardzo często w mieście tereny pod drogi kupowane są za złotówkę i jeszcze dodatkowo wymagana jest partycypacja inwestora. Jego zdaniem chodzi o infrastrukturę, która w tym momencie nie jest miastu nieodzowna, a w interesie inwestora jest, żeby powstała teraz. Żeby tak się stało, musi przekazać teren za symboliczną złotówkę. Bluj zaznaczył jednocześnie, że odbywa się to w drodze negocjacji, ale to jest bardzo częsta praktyka. Następnie musi jeszcze partycypować w kosztach inwestycji drogowych.

Według szacunków Bluja, cena to ok. 120 zł za metr kwadratowy. W tym przypadku to jest jakieś 3,5 mln zł. Według niego prawdopodobieństwo, że miasto je wykupi, jest jednak bardzo znikome.

Drugi element to jest w ogóle wycena tych gruntów. Ja byłem bardzo zdziwiony kwotami podanymi w artykule „Gazety Wyborczej”. Te 70 mln to jest w ogóle nierealna kwota w tym terenie. Rozumiem, że ktoś cytował rzeczoznawcę, nie wiem, na czym ten rzeczoznawca się opierał. Ja znam operaty szacunkowe z tego terenu i tam się ceny zaczynają od 138 zł za metr kwadratowy. Taka kwota dokładnie była na operacie. Przy takiej kwocie za 12 hektarów wychodziłaby kwota ok. 16,5 mln zł. Są również po 200 i 230, ale te tereny są tam, gdzie istnieje więcej infrastruktury drogowej – wyjaśnił"

- czytamy dalej.

Według Bluja występuje tutaj obowiązek z art. 16 o drogach publicznych. Podkreślił przy tym, że jeśli dojdzie do inwestycji, miasto zwróci się do właściciela o przekazanie gruntów i o partycypację w infrastrukturze. W jego ocenie jest to normalna praktyka, w każdym mieście takie procedury istnieją i po to jest ten zapis ustawowy.