Wczoraj poeta (nieważne jaki, bo nie o nazwisko tu chodzi) oskarżył pewnego emerytowanego, bardzo znanego polskiego kardynała o molestowanie seksualne (znowu mniejsza o nazwisko). I jeśli ktoś sądzi, że na tym koniec, i że krzyk, iż ktoś chce zrobić karierę na fałszywych oskarżeniach w czymkolwiek pomoże, to jest w poważnym błędzie. Teraz jest czas już nie słów, ale czynów. Konieczna jest komisja z udziałem świeckich i ekspertów, konieczne jest przebadanie archiwów Instytutu Pamięci Narodowej i pełne rozliczenie. A decyzje muszą zapadać jak najszybciej. To już nie jest czas gadania, uśmiechania się i wywiadów, ale konkretnych i stanowczych działań. Jeśli ich nie będzie, to w ciągu kilku, kilkunastu miesięcy Kościół straci autorytet społeczny. I długo nie będzie w stanie go odzyskać.