"Policjanci z warszawskiego Śródmieścia od lat wiedzą, że na ich terenie działają pedofile, z których jeden był w III RP ministrem, drugi jest znanym autorem programów telewizyjnych, inny wiceprezesem dużego banku, kolejny posłem, i jeszcze innym znanym reżyserem filmowym"

- pisali dziennikarze tygodnika "Wprost".

"Kiedy policjanci przesłuchiwali pedofilów o głośnych nazwiskach, naciskano na nich, aby nie sporządzali z tych przesłuchań protokołów. Kiedy opisali te naciski i złożyli raport komendantowi stołecznej policji, od oficera spraw wewnętrznych otrzymali ustne polecenie, aby przestali się tą sprawą zajmować, a raport uznali za niebyły"

- opisywało "Wprost".

To wszystko działo się w 2005 r., gdy premierem był Leszek Miller, dziś jeden z kandydatów Koalicji Europejskiej. Dla Michała Dworczyka ta przypomniana dziś sprawa pokazuje, jak bardzo nieprzekonujące są tyrady obozu "europejskiego" na temat pedofilii.

Grzegorz Schetyna daje bardzo mocny dowód braku wiarygodności. Wystarczy sięgnąć do bliższej historii. Gdy tworzyliśmy rejestr pedofilów, PO wstrzymała się do głosu. Gdy Patryk Jaki, wówczas jako poseł opozycji, przychodził z propozycjami zaostrzenia kar za te przestępstwa, PO podeszła do tego w sposób nonszalancki. Gdzie wiarygodność Schetyny? Próbowano relatywizować sprawy celebrytów, np Romana Polańskiego, szukać różnego rodzaju usprawiedliwień

– przypomniał Dworczyk.

– To Prawo i Sprawiedliwość jest gwarantem tego, że kary zostaną podwyższone, przez co skutecznie będzie bronić potencjalne ofiary

– zapewnił.

– Zbrodnia pedofilii jest jednym z najohydniejszych przestępstw. Dla każdego rodzica, to sytuacje zupełnie niewyobrażalne. Mam nadzieję, że dzisiejsza dyskusja pozwoli wprowadzić mechanizm odstraszania przestępców

– mówił dalej.

OBEJRZYJ FELIETON REDAKTOR KATARZYNY GÓJSKIEJ