Małgorzata Wassermann, przewodnicząca sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold oceniła dziś, że nie ma żadnych wątpliwości, że Marcin P., szef Amber Gold, był tzw. słupem.

Dopytywany przez Niezalezna.pl poseł PiS Jarosław Krajewski, wiceszef sejmowej komisji o to, kto w takim razie był prawdziwą twarzą Amber Gold wskazał, że "jako komisja, działamy na podstawie i w granicach prawa".

Dzisiejsza ustawa o sejmowej komisji śledczej, która ma prawie 20 lat, jeśli chodzi o funkcjonowanie w Polsce, nie wprowadza np. mechanizmu podejmowania z inicjatywy własnej czynności operacyjnych, czyli np. wprowadzenia podsłuchów. To działania, które mogą podejmować organy stojące na straży praworządności, w tym np. prokuratura. Jeśli chodzi o to, kto stał za Marcinem P., oczywiście dysponujemy wiedzą niejawną znajdującą się w dokumentach, które dotarły do sejmowej komisji śledczej, jednak zakładam, że na to pytanie, będziemy mogli sobie odpowiedzieć, kiedy zakończy się postępowanie prokuratury, która nadal prowadzi śledztwo ws. afery Amber Gold. To prokuratura wyjaśnia, kto współpracował z państwem P.

- wyjaśnił.

Komisja bardzo krytycznie oceniła działania służb ws. Amber Gold. Krajewski, dopytywany przez Niezalezna.pl,. kto zawiódł najbardziej, po całej linii, odpowiedział:

Uważam, że ze strony byłego premiera Donalda Tuska, myślę, że możemy dzisiaj stwierdzić, że to osoba, która zawiodła miliony Polaków, bo jako prezes Rady Ministrów, nie skorzystał z przysługujących mu uprawnień - zarówno nadzoru nad służbami specjalnymi, ale również nadzoru za instytucje rządowe, takie jak: KNF, UOKiK. Zupełnie inne były deklaracje Donalda Tuska pod koniec sierpnia 2012 r. tutaj w Sejmie, który twierdził, że ta sprawa zostanie wyjaśniona. My dzisiaj, mając kilkanaście tomów akt, mamy pełne informacje o tym, jak po upadku Amber Gold funkcjonowało państwo i dlaczego do 2015 r. na ławie oskarżonych znajdowały się jedynie dwie osoby  - Katarzyna P. i Marcin P. Dlaczego nie było woli, żeby prokuratura postawiła zarzuty kolejnym osobom.