Jak wskazuje badanie przeprowadzone w dniach 8–10 maja przez YouGov na zlecenie tygodnika „The Observer”, w wyborach do Parlamentu Europejskiego na Partię Brexit chciałoby oddać swój głos aż 34 proc. wyborców.

Zdaniem ekspertów rosnące poparcie dla powstałego w lutym br. ugrupowania wynika m.in. z niemożności przeprowadzenia procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Datę wyjścia Zjednoczonego Królestwa przekładano już dwukrotnie. Według obecnych ustaleń z UE do brexitu ma dojść 31 października br. Winą za obecną sytuację wyborcy obarczają dwa główne ugrupowania polityczne, czyli Partię Konserwatywną oraz Partię Pracy, które znacząco straciły w sondażach.

– Tak duże poparcie dla Brexit Party nie jest żadnym zaskoczeniem

– potwierdza w rozmowie z „Codzienną” były wiceszef Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki.

– Nigel Farage mówił wprost, że negocjacje brexitowe były na pokaz, a rząd Wielkiej Brytanii nie chce dopuścić do opuszczenia UE – wyjaśnia europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

Na kolejnym miejscu w sondażach plasuje się Partia Pracy z poparciem wynoszącym 21 proc. Ugrupowanie Jeremy’ego Corbyna straciło aż 7 proc. w porównaniu do poprzedniego badania.

– W tym wypadku chodzi o głosy ludzi z okręgów robotniczych, którzy za problemy gospodarcze obwiniają Unię Europejską – dodaje dwójka PiS w wyborach do PE w Warszawie. Na trzeciej pozycji plasuje się Partia Liberalno-Demokratyczna, na którą chce oddać głos 12 proc. Brytyjczyków. W ostatnim miesiącu ugrupowanie sprzeciwiające się otwarcie brexitowi i opowiadające się za ponownym referendum dotyczącym członkostwa Wielkiej Brytanii w UE zyskało 5 proc.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"