Gdyby wieziono was na stracenie, wolelibyście jechać krótko czy długo? Ta książka stawia przed nami pytania, których nikt nie odważyłby się zadać: „Nauczyłem się, że rozpoznawanie konkretnych rodzajów strachu pozwalało mi je przezwyciężyć. Więc zastanawiałem się nad tym, czy boję się śmierci, bólu, a może tego, czy wytrwam”. Jaki cywilizowany bojownik zostawił po sobie takie pytania? Nie potrafiłem czytać tej książki jako świadecwa. Za dużo w niej było bólu. Starałem się tylko zrozumieć.

Wyobraź sobie, że jesteś zamknięty w małym pomieszczeniu. Twoje ręce są wykręcone do granic bólu. Trwa to dzień, tydzień, sześć tygodni. I nic nie potrafisz z tym zrobić. Opis różnych rodzajów bólu przy biciu, w zależności od intencji bijących. Rozpoznawanie intencji katów po sposobie chodzenia. Szukanie pozycji ciała, w której ból staje się na jakiś czas najmniejszy. Rozumiesz to? Ale potrafisz powiedzieć: „Nie zostanę muzułmaninem i jestem w pełni świadomy tego, że mnie za to zabijecie”. Ale dopiero przyjęcie kilkudziesięciu godzin kaźni mogło to zdanie uwiarygodnić.

Ludziom, którzy mnie uprowadzili, chodziło o to, by Polska wycofała się z Iraku

– mówił podczas premiery książki porwany i odbity z rąk irackich porywaczy Jerzy Kos.

Nagrali nawet kasetę z moim oświadczeniem i chcieli dać telewizji Al-Dżazira.

- opowiada.

Był wtorek 1 czerwca po południu. Ktoś wiedział, że będę wtedy w domu, znał plan mojej pracy, bo tego dnia załatwiałem rano różne sprawy w dwóch urzędach budownictwa. Wróciłem ok. 13–14, zjedliśmy obiad z panem Radosławem Kadrim i zdrzemnąłem się. Tego dnia Radek Kadri nie pomagał mi w urzędach, został w domu. Z drzemki wyrwał mnie hałas. Młodzi ludzie uzbrojeni w kałasznikowy byli w pokoju i krzyczeli

– wspominał Kos.

Niepohamowana nadzieja może być słabością dla człowieka, który nie ma żadnego wpływu na wynik zdarzeń.

Moje ciało było podtrzymywane przez rachityczne rusztowanie, które runęło. Kiedy mogłem wejść, powłócząc nogami, a matka wzięła mnie w swoje ramiona, wreszcie mogłem się poddać. Po prostu staliśmy i płakaliśmy. Przez wiele miesięcy trzaśnięcie drzwiami albo skrzypienie okien sprawiało, że zerwałem się z miejsca

 – to już relacja Hanny.

I ten człowiek pisze tak: „Chrystus jest miłością, a miłość nigdy nie miała być łatwa. Jest najtrudniejszą rzeczą na świecie, a jednak na zawsze pozostanie jedyną odpowiedzią”.