Gdy przyjmowano nowe prawo, które obniżało świadczenia emerytalne dla funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki, nie brakowało głosów, że jest to akt "elementarnej sprawiedliwości", "sprawiedliwości po latach". 

- Ustawa dezubekizacyjna to przywrócenie sprawiedliwości i zwrócenie uwagi, że państwo polskie nie pozwoli więcej na to, żeby osoby, które były ofiarami cierpiały, a oprawcy czerpali profity

- mówiła w 2017 r. ówczesna premier, Beata Szydło.

Głosów krytykujących ustawę nie brakowało m.in. po stronie totalnej opozycji, a w ostatnich dniach mówił o niej m.in. kandydat Koalicji Europejskiej do europarlamentu, Włodzimierz Cimoszewicz. Takie głosy płynęły też z innej strony...

- Broniłem tych emerytur z podstawowego powodu – państwo nie powinno stosować środków niegodziwych

- tak o sprawie obniżenia emerytur funkcjonariuszom komunistycznej bezpieki mówił na antenie telewizji wsensie.tv Stanisław Michalkiewicz, publicysta, były lider Unii Polityki Realnej.

- Jeżeli państwo się umawiało z ubekami, że oni będą wiernie służyć partii itd., a w zamian dostaną emeryturę w danej wysokości, to trzeba takiej umowy dotrzymywać

- twierdził w tej samej rozmowie Michalkiewicz.

Publicysta podkreślał, że sprawy ubeckich emerytury nie bronił "z tego powodu, że mam jakąś sympatię do ubeków, bo nie mam żadnej sympatii do ubeków, do sowieckich kolaborantów, tak samo jak nie miałbym do volksdeutschów"

 Obowiązująca ustawa dezubekizacyjna obniżyła od 1 października 2017 r. emerytury i renty za okres "służby na rzecz totalitarnego państwa" od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. (w połowie 1990 r. powstał UOP). Emerytury byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie mogą być wyższe od średniego świadczenia wypłacanego przez ZUS: emerytura - 2,1 tys. zł (brutto), renta - 1,5 tys., renta rodzinna - 1,7 tys. zł.