„Wykonanie tego zadania ze względu na rozgłos, jaki Monte Cassino zyskało wówczas w świecie, mogło mieć duże znaczenie dla sprawy polskiej. Byłoby najlepszą odpowiedzią na propagandę sowiecką, która twierdziła, że Polacy nie chcą się bić z Niemcami”. Tak gen. Anders wspominał powody, dla których podjął się przełamania niemieckiej Linii Gustawa i jej kluczowej pozycji – montekasyńskiego wzgórza, wzgórza które opierało się alianckim atakom już od trzech miesięcy.

Serce Europy

Wojna przyszła do Italii w efekcie konferencji w Casablance, w 1943 roku. To tam, szantażowani przez Stalina – choć on sam nie był obecny – Roosevelt i Churchill zgodzili się jak najszybciej zaatakować Włochy. Na pierwszy ogień poszła Sycylia, we wrześniu alianci lądowali już na Półwyspie Apenińskim. Dowodzący obroną feldmarszałek Luftwaffe Albert Kesselring  zrobił wszystko, by nie mieli oni łatwego zadania. Sprzyjały mu włoskie góry i rzeki rwące wąskimi dolinami, dysponował też doborowymi oddziałami o wysokim morale, którego nie osłabił nawet upadek Mussoliniego i wycofanie się Królestwa Włoch z wojny.

Bernhardt, Barbara i Gustaw – takie imiona nosiły kolejne linie oporu wojsk niemieckich. Najmocniejsza była Linia Gustawa przecinająca Półwysep w jego najwęższym miejscu, kluczową zaś pozycją – wzgórze Monte Cassino, wyniesione na 516 metrów i blokujące drogę na Rzym wiodącą doliną rzeki Liri. To wzgórze upatrzył sobie święty Benedykt na pierwszą siedzibę założonego przez siebie zakonu. Wzniesiony w początku VI wieku klasztor, skarbiec historii Włoch i Europy, stał się teraz kluczem do ich przyszłości. (...)

Amfiteatr wojny i dziejów

Masyw górski z Monte Cassino tworzył prawdziwą scenę, na której główną rolę grała bezlitosna wojna: amfiteatralnie wznoszące się wzgórza dające idealny widok niemieckim snajperom. „Tego amfiteatru opanować od razu nie sposób. Trzeba wprzód wdrapać się niejako na arenę i przejść przez nią, a potem dopiero się wspinać na rzędy...” pisał Melchior Wańkowicz, który unieśmiertelnił bój 2 Korpusu w swym słynnym, pisanym na żywo reportażu. Wzgórza-rzędy amfiteatru – jedne o nazwach pasujących do okrutnych zdarzeń – jak Widmo czy Wzgórze Kata – inne o pięknych – jak St. Angelo, Świętego Anioła – inne wreszcie oznaczone tylko numerem – jak 593. Wszystkie obłożone minami, z ukrytymi bunkrami, a w nich elita wojsk niemieckich. Czekają na czwarte uderzenie – polskie.

Miał rację gen. Anders pisząc, że świat śledzi zmagania o Monte Cassino. I miał rację, że zdobycie go przez 2 Korpus rozsławiłoby imię Polski i Polaków. Jednak mylił się bardzo sądząc, że zwycięstwo będzie miało „duże znaczenie dla sprawy polskiej”. Sprawa polska została przesądzona pół roku wcześniej – w Teheranie. W listopadzie 1943 r. na konferencji teherańskiej nasi sprzymierzeńcy zgodzili się dać Stalinowi więcej niż dał mu Hitler – pół Polski na własność, resztę w zarząd. Ale żołnierze 2 Korpusu o tym nie wiedzieli, wierzyli, że ich poświęcenie, krew i śmierć obrócą się na dobre, na szczęście i pomyślność wolnej Ojczyzny. Więc poszli w ogień...

Cały artykuł prof. Tomasza Panfila będzie można przeczytać w najnowszym wydaniu tygodnika GP.