W swojej karierze Ewa Kopacz była szeregowym posłem, ministrem zdrowia, marszałkiem sejmu, szefową Platformy Obywatelskiej i premierem polskiego rządu. Upadek z pozycji lidera był bardzo bolesny, po tym, jak w 2016 roku szefem Platformy Obywatelskiej został Grzegorz Schetyna zdobywając 91 proc. głosów. Obecnie Ewa Kopacz kandyduje z pierwszego miejsca w Wielkopolsce w wyborach do europarlamentu z list Koalicji Europejskiej. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że start z Poznania „zawdzięcza” Grzegorzowi Schetynie – miała to być zemsta za to, że w 2015 roku Ewa Kopacz jako szefowa PO umieściła go na jedynce w Kielcach – wcześniej startował z Dolnego Śląska, gdzie miał bardzo mocną pozycję jako szef lokalnych struktur. W wyborach do UE Ewa Kopacz chciała kandydować z pierwszego miejsca z Warszawy lub z Gdańska, ale nie zgodził się na to Schetyna.

Protegowana Piskorskiego

Ewa Kopacz, która w PRL działała w ZSL, do polityki w III RP weszła w 1997 roku – zapisała się wówczas do Unii Wolności. Rok później została radną sejmiku mazowieckiego i – dzięki Pawłowi Piskorskiemu – szefową struktur UW. Piskorski miał wówczas bardzo mocną pozycję w Unii Wolności: był szefem struktur warszawskich, a w 1998 roku został prezydentem Warszawy.

Smoleńska hańba

W sprawie katastrofy smoleńskiej Ewa Kopacz kłamała od początku. Przekonywała, że polscy lekarze wspólnie z rosyjskimi przeprowadzają sekcje zwłok ofiar, co później okazało się nieprawdą. 29 kwietnia 2010 roku, podczas wystąpienia w sejmie mówiła, że żaden skrawek ciała ofiar nie został w ziemi smoleńskiej, a ziemia przekopana została na głębokość 1 metra. Jednak na początku maja polscy pielgrzymi w miejscu katastrofy natrafili na ludzkie szczątki. Znajdowano je także znacznie później, bo w październiku 2010 roku, gdy na miejsce smoleńskiej tragedii pojechała ekipa polskich archeologów.

Cały tekst w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”