Mimo zwiększonej obecności policji jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnej, organizowanej przez związki zawodowe manifestacji doszło do zamieszek. Według relacji świadków, manifestanci z ruchu "żółtych kamizelek" - którzy co sobotę protestują przeciw polityce gospodarczej prezydenta Emmanuela Macrona - oraz "czarnych bloków" - zamaskowanych, ubranych na czarno anarchistów i członków ugrupowań skrajnej lewicy - próbowali dostać się na czoło oficjalnego pochodu, a policja, aby ich powstrzymać, użyła gazu łzawiącego. Demonstranci odpowiadali obrzucając siły porządkowe butelkami i kamieniami. W starciach co najmniej jedna osoba została ranna w głowę.

- W starciach są ranni, ciężko ranni, być może zabici

- dodaje komentator „Gazety Polskiej Codziennie” we Francji Zbigniew Stefanik.

We wtorek Macron podczas sesji rady ministrów powiedział, że domaga się "niezwykle stanowczych" reakcji, gdyby podczas obchodów 1 maja doszło aktów przemocy i wandalizmu, jakich dopuszczają się grupy nazywane "czarnymi blokami".

Ostatecznie około 40 tys. osób wzięło w udział w Paryżu w oficjalnych, organizowanych przez związki zawodowe manifestacjach z okazji Święta Pracy - podały media. Według centrali związkowej CGT, która była jednym z organizatorów środowych manifestacji, w tej, która odbyła się w Paryżu, uczestniczyło ok. 80 tys. osób. Z kolei ministerstwo spraw wewnętrznych podawało, że według stanu na godz. 14 w manifestacjach w całej Francji brało udział 151 tys. osób, z czego w Paryżu 16 tys.