W oświadczeniu opublikowanym przez agencję podkreślono, że mężczyźni, których pseudonimy wojenne to Abu Hammad, Abu Sufjan i Abu al-Qa'qa, wysadzili się w powietrze przy użyciu pasów szahida, gdy nie mogli się już ostrzeliwać, bo skończyła się im amunicja.

W ocenie Państwa Islamskiego zamachowcy-samobójcy mieli "położyć trupem aż 17 osób".

Dżihadyści często przesadzają z szacunkami - zwraca uwagę w komentarzu Associated Press. Zgodnie z informacjami z oficjalnych źródeł wojskowych, podczas sobotniego ataku lankijskich służb na bojowców IS zginęło łącznie 15 osób - w tym sześcioro dzieci.

Do wysadzenia się w powietrze mężczyzn powiązanych z IS doszło, gdy żołnierze i policjanci usiłowali wejść do kryjówki bojowników Państwa Islamskiego (IS) w Kalmunai. Wybuch zabił trzy kobiety i sześcioro dzieci. Przed wejściem do kryjówki znaleziono zwłoki kolejnych osób.

Policja podała, że wśród zabitych jest trzech podejrzanych, których szukano.

W sobotę nad ranem przedstawiciel armii oświadczył, że podczas rewizji przeprowadzonych w domach podejrzanych odnaleziono materiały wybuchowe, detonatory, "zestawy samobójcze", uniformy wojskowe i flagi IS. Dodał, że żołnierze przygotowują się do dalszych akcji.

W obławach przeprowadzanych w całym kraju uczestniczy ok. 10 tys. żołnierzy i policjantów.

Władze Sri Lanki podejrzewają, że w kraju jest 140 osób związanych od 2013 roku z Państwem Islamskim. Policja poinformowała, że w piątek aresztowanych zostało 76 osób, wśród których są cudzoziemcy z Syrii i Egiptu.

W Niedzielę Wielkanocną zamachowcy samobójcy dokonali serii skoordynowanych ataków na kościoły, w tym dwa katolickie i jeden protestancki, oraz luksusowe hotele. Były to największe ataki na Sri Lance, odkąd w 2009 roku w kraju tym zakończyła się wojna domowa.

W czwartek przedstawiciel służb medycznych poinformował, że w niedzielnych zamachach zginęło ok. 250-260 osób, a nie 359, jak wcześniej podawano. Jeden z przedstawicieli rządu wyjaśnił, że kostnice podawały nieprecyzyjne informacje.

Po zamachach władze Sri Lanki oskarżyły o ich przeprowadzenie lokalną organizację islamistyczną o nazwie National Thowheeth Jama'ath (NTJ), ale wskazały, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. We wtorek odpowiedzialność za ataki wzięło na siebie IS.

Agencja Reutera podkreśla, że jeśli za atakiem rzeczywiście stało IS, był to jeden z największych zamachów przeprowadzonych przez tę organizację terrorystyczną poza Irakiem i Syrią.