Pożar paryskiej katedry Notre Dame wstrząsnął milionami katolików na całym świecie. Ten temat poruszyli również goście wielkanocnej "Politycznej Kawy".

"Trudno jest o optymizm. Nie wystarczy Europa katedr. Nie wystarczy powrót tych katedr do świadomości społeczeństwa europejskiego, ale ktoś do tych katedr musi chodzić. W Europie Zachodniej jest bardzo trudno. Ta bitwa została przegrana w roku 1905, kiedy nastąpiła laicyzacja, rozdział kościoła od państwa i wyrzucenie religii ze szkół. Ci ludzie mają ogromne problemy z pójściem do Boga i pójściem do tych katedr, ponieważ oni nie wiedzą"

- mówił Marcin Wolski, pisarz i publicysta.

Z kolei dziennikarz Michał Rachoń przyznał, że dla Francji pożar katedry Notre Dame był wstrząsem, ale wywołał efekt, o jaki trudno było w ostatnich latach.

"Sam pożar wywołał coś, czego Francja nie widziała od dłuższego czasu. Zgromadzenie katolików na ulicach. Przypomnijmy sobie ruch we Francji, milionowe manifestacje w obronie życia. Istnieją pokłady tej głębokiej wiary. Nawet w tej zlaicyzowanej Francji, która toczy wielką, wewnętrzną, niewypowiedzianą, ale trwającą wojnę z islamem ze względu na swoje własne błędy. Ta wojna kulturowa, religijna i polityczna siłą rzeczy trwa. Europa ma z tym problem, żeby to nazwać, ale to się dzieje"

- powiedział.

Jaka jest przyczyna tak głębokiej laicyzacji w państwach zachodu?

"Pękła jedność w konserwatyzmie. Konserwatyzm na zachodzie Europy nie ma już nic wspólnego z religią. I to jest dramat. Partia konserwatywna angielska promuje prawa gejów. Chrystus nie jest obecny w programach nawet pani Le Pen"

- podkreślił Wolski.

"Zgadzam się z tym to jest problem. W Parlamencie Europejskim mamy de facto wielką koalicję między europejskimi chadekami i europejskimi socjalistami. Krótko mówiąc, pan Timmermans z panem Weberem są w jednym wielkim sojuszu. To przejawia się w naszej kampanii wyborczej. Bo z jednej strony Koalicja Europejska ma na listach SLD, które jest wśród europejskich socjalistów, a z drugiej strony pan Timmermans przyjeżdża promować pana Biedronia, a z drugiej strony pana towarzysza Cimoszewicza. To jest konglomerat,który dzieli wspólne wartości tzw. europejskie, które nie mają nic wspólnego z wartościami, na których Europa została założona"

- dodał Michał Rachoń.

Kolejny gość "Politycznej Kawy" - Jan Pietrzak - dodał, że

"Przez pewien etap historyczny tej Europy, ona się zwyrodniała. Warstwa biurokratów europejskich nie potrzebuje żadnej ideologii. Oni mają interesy, patrzą przy którym banku są przyczepieni. To jest dobry moment, żeby chociażby taki ruch żółtych kamizelek zrozumiał, że ma naturalne wartości właśnie w Kościele. To wszystko można połączyć, żeby powstała jakaś ważna, istotna, europejska idea, na której te narody mogą się oprzeć. Chyba do tego zmierza, bo te partie, które mają dość obecnej sytuacji, już się odnajdują - we Włoszech, Hiszpanii, ale również w Niemczech i w innych państwach. Być może dojdzie do tego w nowym parlamencie, że pod przywództwem albo obok Prawa i Sprawiedliwości powstanie taki bardzo mocny blok, który przywróci Europie trochę ideologii, prawdziwej europejskiej ideologii"

- skwitował.