W homilii w bazylice Świętego Piotra papież mówił, że Kościół zawsze skupia swe spojrzenie na Jezusie, który nigdy nie stracił bezpośredniego kontaktu z ludem; "zawsze zachowywał łaskę bliskości z ludem jako całością i z każdą osobą pośród tych tłumów".

Słowo "tłum" nie jest "pogardliwe" - zaznaczył Franciszek.

Być może dla czyjegoś ucha tłum może brzmieć jak anonimowa, niezróżnicowana masa. Ale w Ewangelii widzimy, że kiedy wchodzi w relację z Panem, który staje między nim jak pasterz pośród owczarni, tłum się przemienia.

W rezultacie - jak tłumaczył papież - w ludziach rozbudziło się pragnienie podążania za Jezusem i podziw. Ludzie podążali za Jezusem bez "jakiejkolwiek rachuby" i bez "stawiania warunków" - zaznaczył.

Postawa ta - jak wskazał Franciszek - kontrastuje z małostkowością uczniów, których stosunek do ludu "graniczy z okrucieństwem, gdy sugerują Panu, aby ich odprawił, żeby poszukali sobie czegoś do jedzenia".

Tutaj – jak sądzę - rozpoczął się klerykalizm: w tym dążeniu do zapewnienia sobie pożywienia i wygody, nie dbając o ludzi. Pan miażdżąco skrytykował tę pokusę

 - podkreślił papież.

Zauważył następnie, że cztery wielkie grupy otrzymały namaszczenie od Jezusa, to "ubodzy, jeńcy, ślepi, uciskani".

Przywołując przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie, namaszczającym olejem i opatrującym rany śmiertelnie pobitego człowieka na skraju drogi, papież wskazał:

W tym namaszczeniu jest lekarstwo na wszystkie urazy, które spychają osoby, rodziny i całe narody na margines, jako wykluczone i zbędne, na poboczu dziejów.

W nawiązaniu do więźniów Franciszek powiedział, że obecnie całe miasta popadają w niewolę za sprawą "subtelnej kolonizacji ideologicznej".

Jedynie namaszczenie naszej kultury, ukształtowanej przez pracę i sztukę naszych przodków, może uwolnić nasze miasta od tych nowych form niewolnictwa

 - zaznaczył.