W naszym chrześcijańskim życiu często jest tak, że dopiero trudne doświadczenie - na przykład poważna choroba - uświadamiają nam potrzebę przylgnięcia do Pana Boga. Dlaczego tak jest? Czy nie da się „łatwiej”?

Pewnie da się łatwiej tylko człowiek tak często chce polegać tylko na sobie. Nie bez przyczyny znane jest takie powiedzenie: „Jak trwoga to do Boga”. I bardzo dobrze, że tak jest. Przylgnięcie do Boga, szczególnie w sytuacji po ludzku nie do uniesienia - jak nieuleczalna choroba, czy śmierć najbliższej osoby - daje sercu pewność, że nie jest się w tej sytuacji samemu, że Bóg o tym wszystkim wie, że pochyla się z troską i zapewnieniem, że zawsze będzie obok. Ja mam za sobą taką trudną noc wadzenia się z Bogiem, gdy usłyszałem diagnozę lekarza, że mam złośliwy nowotwór i przede mną kilka tygodni życia. Były łzy, pytania i żarliwa modlitwa. Jedna z najtrudniejszych nocy w moim życiu. A potem był poranek ze wschodem słońca, obrazek Jezusa Miłosiernego na sercu i szept: Jezu, ufam Tobie. I cicho odmawiany różaniec. To „zielone światło” dla Boga dało mi siłę, by przyjąć Bożą wolę i ją pokochać

No właśnie - Ksiądz znalazł się w takiej sytuacji granicznej. Najpierw usłyszał ksiądz „wyrok” śmierci spowodowany postępującym nowotworem, ale później dobrą nowinę - zdrowie wróciło. Co to wydarzenie zmieniło w Księdza życiu - duchowym i kapłańskim? 

Zmieniło wszystko. Jezus – wyciągający rękę i uzdrawiający mnie – obraz ten wyrył się w moim sercu na zawsze. Cud, który mnie zadziwił, napełnił serce miłością do Boga i każdego człowieka, który stawał przed Bogiem, by dla mnie cud uzdrowienia wyprosić. Pamiętam jak dziś ten dzień. 12 czerwca ubiegłego roku. Liturgiczne wspomnienie bł. Franciszka Drzewieckiego fDP – księdza, orionisty, mojego współbrata, który oddał życie za Kościół i ojczyznę w czasie II wojny światowej. Badania wykazały, że guza nie ma. 11 czerwca podczas badań był aktywny i zagrażający życiu  a następnego dnia już go nie było. Wierzę, że bł. Franciszek wyprosił dla mnie tę łaskę. Moi współbracia i współsiostry ze zgromadzenia modlili się o cud uzdrowienia za Jego wstawiennictwem. I Bóg wysłuchał ich modlitw. Nie znajduję słów, by wyrazić swoją wdzięczność Bogu i ludziom.

Swoje doświadczenia opisał ksiądz w książce pt. „Przeżyć, by żyć”. Co w niej znajdziemy? 

W książce „Przeżyć, by żyć” znajdziemy rozmowę – wywiad rzekę, którą prowadzi ze mną Patrycją Michońską-Dynek. To opowieść o moim dzieciństwie i pasjach; o powołaniu i drodze do kapłaństwa; o życiu w kapłaństwie i mojej twórczości; o krzyżu choroby i cierpienia i ufności, że Bóg jest blisko. Wywiad ten, prawie w całości, przeprowadzony był w szpitalu z takim przekonaniem, że zostało mało czasu. I jak widać jeszcze nie był czas, by się spakował (śmiech)

Komu szczególnie poleca Ksiądz to wydawnictwo?

Polecam tę książkę każdemu, kto Boga szuka, kto wątpi; kto boryka się z niezrozumieniem, cierpienie niezawinionym, z sytuacjami, które go przerastają; temu, kto chce zobaczyć choć promyk nadziei w swoim życiu; każdemu, kto boi się uwierzyć w cud.

Czego życzyłby Ksiądz naszym Czytelnikom z okazji Zmartwychwstania Pana Jezusa?

Przede wszystkim – Boga żywego i prawdziwego, który z miłości oddał życie i zmartwychwstał, by każdy z nas mógł żyć w wieczności. Boga, który nigdy od człowieka się nie odwraca, ale jest przy nim, by zmartwychwstać, nawet na zgliszczach naszego życia dotkniętego przez grzech i zło. Boga, który został z nami w małej kruszynie chleba, byśmy nigdy się Go nie bali i przychodzili, by nakarmić Nim swoje serce; Boga, który chce przeprowadzić nas z niewoli grzechu i śmierci do życia w wolności dzieci Bożych.