Według "Faktu", "jednym z kumpli bandziorów był prokurator Stanisław O.".

"W 1995 r., co odnotowano w aktach procesowych, śledczy ten kupił kradziony samochód od złodzieja. Gdy wszystko wyszło na jaw, szefowie ukarali go upomnieniem i półroczną delegacją do prokuratury w Warszawie. Po powrocie na Dolny Śląsk prokurator O. pielęgnował znajomość z bandziorami na suto zakrapianych libacjach. Postępowanie przeciwko niemu wykazało, że w prokuraturze wiedzieli o tym niemal wszyscy. Ale przełożeni pod koniec lat 90. to właśnie Stanisławowi O. dali najważniejsze śledztwo"

- pisze gazeta.

"Nie było przełomu w sprawie zabójstwa Małgosi, a z góry był nacisk. Znaleziono niewinnego i ktoś musiał +dorobić papiery+. Stasiu to człowiek, który oporów nie miał..."

- powiedział tabloidowi człowiek znający tamte realia.

Jak podaje gazeta, Stanisław O. postawił Tomaszowi Komendzie zarzuty i wniósł o areszt. "Kilka miesięcy później odebrano mu sprawę, ale trafiła do innego uczestnika libacji z przestępcami - Tomasza F. Ten podpisał akt oskarżenia, na podstawie którego sąd skazał niewinnego Komendę na 25 lat więzienia" - czytamy.

Komenda za niesłuszne uwięzienie będzie domagał się od Skarbu Państwa 18 mln złotych. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że sprawą odszkodowania ma zająć się Wydział II Karny Sądu Okręgowego we Wrocławiu, któremu przewodniczy sędzia Mariusz Wiązek. Ten sam, który był w składzie orzekającym, który skazał Komendę w 2003 r.