Na zawsze będę pamiętał kolejkę do oddania hołdu śp. Lechowi Kaczyńskiemu – staliśmy w niej z rodziną 17 godzin. Dziś nie żałuję ani jednej sekundy na Krakowskim Przedmieściu i to pomimo tego, że ścisk przy samym końcu był tak ogromny, iż przemieszczaliśmy się 10 m przez pół godziny. Nikt jednak nie narzekał. To było wyjątkowe wydarzenie, które otwierało oczy i pokazywało, ilu jest tak naprawdę ludzi dobrej woli i z jak wielkim zakłamaniem mieliśmy do czynienia w Polsce. Myślę, że wielu zwykłych, przeciętnych jak ja ludzi też to wtedy dostrzegło. Systemu kłamstwa nie dało się już utrzymać, chociaż Donald Tusk i jego świta robili, co mogli, angażując służby, media, sądy i wyciągając wszystkie możliwe karty, które mieli w ręku, łącznie z podejrzaną organizacją procesu wyborczego. Ostatecznie przegrali. Donald Tusk, choćby został jeszcze szefem ONZ i laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, nigdy nie zmyje z siebie hańby, jaką okrył się w związku z katastrofą smoleńską. Pewnie dlatego woli 10 kwietnia dyskutować o brexicie. Nie dziwię mu się.