Ostatnie dni w polskiej polityce to m.in. powrót tematu przyjęcia euro. Dlaczego ta
kwestia wróciła akurat teraz?

Dyskusja o euro trwa w Polsce od wielu lat. Obecnie jesteśmy na ostatniej prostej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i należy przyjąć nasilenie dyskusji o euro za naturalną kolej rzeczy. Ta kwestia znajdzie pewnie swoją kontynuację także przed kampanią do Sejmu. Kluczowe bowiem będzie rozstrzygnięcie, kiedy wejść do strefy euro, podjęte na szczeblu krajowym. Nie mamy prawnie określonej daty przyjęcia euro, której musielibyśmy dotrzymać. To nasi politycy muszą, ważąc wszystkie racje, dokonać tego fundamentalnego wyboru.

Jak pan ocenia słowa Jarosława Kaczyńskiego, który mówi, że nie czas obecnie na
przyjęcie wspólnego pieniądza?

Od dawna Rada Gospodarcza Strefy Wolnego Słowa stoi na stanowisku, że obecnie jest
zdecydowanie za wcześnie na wejście Polski do strefy euro. Już pod koniec zeszłego roku
wraz z Izbą Polskich Przedsiębiorców oraz Polskim Towarzystwem Gospodarczym
napisaliśmy list otwarty do premiera Mateusza Morawieckiego w obronie złotego. O euro
należy dyskutować przede wszystkim w kategoriach ekonomicznych. Tymczasem od
pewnego czasu widzimy, że ten temat wykorzystuje się do politycznej batalii. Narracja, że
albo euro albo Polexit, zaczyna dominować w niektórych środowiskach. Tymczasem takie
podejście to absurd. Kiedy polityka bierze górę nad ekonomiczną analizą, szczególnie w tak
ważnej kwestii, rodzi się wiele niebezpieczeństw. Należy zwrócić uwagę, że u swego zarania
euro było właśnie projektem politycznym. Jak widzimy, skutki takiego podejścia mogą być
niezbyt dobre.

A co pan powie na pogląd niektórych komentatorów głoszących, że wejście do strefy
euro to warunek bycia w jądrze decyzyjnym Unii Europejskiej?

Nie uważam, aby takie podejście było słuszne. Kluczem do tego, aby Polska była traktowana
jako poważny partner w Unii, jest stabilna i silna gospodarka naszego kraju. Mamy bardzo
duży potencjał i musimy go wykorzystać. Zasadnicze pytanie brzmi zatem: „Czy obecnie euro
nam w tym pomoże?”. Liczne analizy wskazują na to, że nie. Raczej utrudni to proces
konwergencji i spowolni nasz rozwój. Spójrzmy na wskaźniki, mamy obecnie wzrost
gospodarczy stawiający nas w czołówce krajów Unii, niskie bezrobocie i bardzo dobrą
dynamikę wzrostu płac. Polska gospodarka działa bardzo dobrze, wielkim atutem, jakim
dysponujemy, jest suwerenna polityka pieniężna. Poziom stóp procentowy współgra z obecną
fazą cyklu koniunkturalnego, wejście do strefy euro pozbawi nas tej przewagi. Trudno
bowiem mówić, że nasza gospodarka ma takie same potrzeby jak niemiecka czy francuska, że
potrzebuje takiej samej polityki pieniężnej. Gołym okiem widać, że tak nie jest.

A co z argumentami na rzecz przyjęcia euro? Przecież takie też są.

Teoria ekonomii mówi jasno, jakie przesłanki muszą być spełnione, aby przyjęcie wspólnego
pieniądza miało sens. Jeśli z całej gamy takich przesłanek spełniona jest tylko część,
zasadnym wydaje się pytanie, czy to wystarczy, aby podjąć tak ważną decyzję, jak rezygnacja
z własnej polityki pieniężnej. Dodatkowo musimy patrzeć na to, czego potrzebuje nasz kraj,
co pomoże rozwijać się polskim małym i średnim przedsiębiorstwom odpowiadającym za
większość naszego wzrostu. Taka dyskusja jest teraz potrzebna. Nie mówiąc już o obawach
wszystkich obywateli związanych ze wzrostem cen i pogorszeniem warunków życia. Jako
Rada Gospodarcza Strefy Wolnego Słowa te obszary, jeśli chodzi o debatę o euro, uważamy
za kluczowe.