Poniedziałek jest ósmym dniem strajku zorganizowanego w szkołach i przedszkolach przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych. Bierze w nim udział także część nauczycieli z oświatowej Solidarności i niezrzeszonych w związkach.

Pytany na konferencji prasowej, czy związek otrzymuje jakieś sygnały o tym, że kuratorzy wywierają naciski na dyrektorów szkół w związku ze strajkiem, Broniarz odparł:

"Mamy takie sygnały i od nauczycieli, i od przedstawicieli związku, że są kuratorzy, którzy próbują poprzez mniej czy bardziej formalne naciski wymóc na dyrektorach potrzebę zorganizowania rad pedagogicznych, ewentualnie wycofania się ze strajku".

Dodał jednak, że są to "zjawiska jednostkowe".

Na pytanie, czy wyobraża sobie, że rady pedagogiczne będą się odbywać mimo trwającego strajku, Broniarz odparł:

"Tam, gdzie rady pedagogiczne podjęły taką decyzję, tam, gdzie komitet strajkowy taką decyzję podjął, w tych szkołach rady klasyfikacyjne mogą się odbywać".

"Według naszych informacji jest to mniejszość, natomiast zdecydowana większość szkół ponadgimnazjalnych tkwi w przekonaniu, że nie podejdzie do rad klasyfikacyjnych"

- poinformował.

"Jeżeli ten protest będzie się rozwijał tak, jak on funkcjonuje, to matury są bardzo poważne zagrożone. Ale ja pamiętam, a państwo jeszcze lepiej, że w tym kraju ważne decyzje były podejmowane w ciągu kilku godzin i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pani minister Anna Zalewska uznała, że rzeczywistość przekracza jej poziom wiedzy i wyobraźni i tą rzeczywistość nie próbowała doginać do potrzeb wiedzy pana premiera, tylko usiadła i napisała nowe rozporządzenie w sprawie organizacji roku szkolnego w odniesieniu do terminów egzaminów maturalnych" - powiedział szef ZNP.

Jednocześnie Broniarz nie przyjmuje propozycji rządowej  mówi, że ich postulaty są niezmienne.

Domagamy się 30 proc. podwyżki w 2019 roku, która może być rozłożona na raty

– powiedział.