12-letnia Sofia, 6-letnia Serafina i 4-letnia Alisa razem z matką i ojcem od 7 lat mieszkali w Szwecji. Prowadzili normalne życie. W pewnym momencie matka dziewczynek zachorowała na schizofrenię i trafiła do specjalistycznego ośrodka. Wówczas rodziną zainteresowała się tamtejsza opieka społeczna.

1 września 2017 r. sąd w Szwecji zdecydował o umieszczeniu dziewczynek w rodzinie zastępczej imigrantów pochodzących z Libanu. Ojcu nie odebrano praw rodzicielskich, ale mógł widywać córki tylko przez 6 godzin w tygodniu. Zrozpaczony ojciec zabrał swoje córki i wyjechał z nimi ze Szwecji. Został zatrzymany w Warszawie, gdzie do chwili obecnej przebywa wraz z córkami. Szwedzki wymiar sprawiedliwości robi jednak wszystko, by dziewczynki wróciły do muzułmańskiej rodziny zastępczej.

Dziś sąd w Orebro wydał nakaz aresztowania Lisowa. Z pisemnego postanowienia sądu wynika, że Lisow podejrzany jest o samowolne wywiezienie córek ze Szwecji. Nie odprowadził ich do rodziny zastępczej po 6-godzinnym widzeniu 30 marca. Dzień później został zatrzymany w Polsce przez Straż Graniczną na warszawskim lotnisku. Według sądu, aresztowanie Lisowa jest niezbędne, gdyż istnieje ryzyko, że będzie on unikać wymiaru sprawiedliwości, utrudniać postępowanie oraz zacierać dowody lub w inny sposób komplikować dochodzenie.

Tymczasem Lisow zrobił wszystko, by córkom nie stała się krzywda. Zaznaczył, że teraz chce żyć jak normalny człowiek.

Muszę podjąć działania, wysłać dzieci do szkoły, przedszkola, muszę pracować

- mówił niedawno.

W sprawę Denisa Lisowa i jego córek włączyli się prawnicy Instytutu Ordo Iuris, Rzecznik Praw Dziecka, Ministerstwo Spraw Zagraicznych, Ministerstwo Sprawiedliwości oraz konsul Federacji Rosyjskiej w Polsce. Sąd w Warszawie zdecydował, że trzy córki Denisa Lisowa pozostaną przy ojcu. Zobowiązał też Rosjanina do nieopuszczania terytorium Polski do czasy rozstrzygnięcia sprawy nadania mu statusu uchodźcy. Denis Lisow otrzymał też nadzór kuratora.