Poniżej fragment książki:

O względy miliardera zabiegali jednak nie tylko parlamentarzyści, lecz również ministrowie i premierzy. Swobodnie mógł więc powtarzać, że „to ja decyduję, kto będzie rządził Wielką Brytanią”. Było to może drobną (ale naprawdę bardzo drobną) przesadą. Rupert Murdoch nigdy nie tworzył polityki. Bezbłędnie za to odczytywał zmiany nastrojów społeczeństwa i zgodnie z nimi przerzucał swoje sympatie. Nikt jednak nie chciał tego sprawdzać na własnej skórze. W kieszeni magnata mieszczą się czołowe tytuły Ameryki: „Wall Street Journal”, „The New York Post” oraz opiniotwórcze media Wielkiej Brytanii: „The Times”, „The Sunday Times” oraz bulwarówki pokroju „The Sun”.

Australijski parweniusz, który odziedziczył po ojcu dwie lokalne gazetki, najpierw podbił rodzimy rynek, a w 1968 roku pojawił się w Wielkiej Brytanii – pisał o nim Kazimierz Pytko („Focus”, Magnaci z syndromem Boga). Gdy zabiegał o kupno jakiejś gazety, obiecywał, że zachowa jej niezależność. Gdy cel osiągał, pokazywał zwykle, ile warte są jego obietnice. […] Nie miał żadnych zahamowań. Dla pozyskania względów chińskich komunistów wycofał z pakietu swojej telewizji Star kanał BBC. Telewizja Fox nawet w Baracku Obamie widzi groźnego komunistę, a telewizja Star schlebia komunistom, ale to ich właściciel decyduje o tym, co jest czarne, białe czy czerwone.

Jego łysina, srebrne okulary i uśmiech dobrotliwego staruszka nie powinny nikogo zmylić – twierdzi z kolei w „Newsweeku” Marek Rybarczyk (artykuł Rupert Murdoch, czyli wielki zły człowiek). Rupert Murdoch zachował drapieżny instynkt rekina biznesowego. […] Z Bogiem też ma dobre układy. W 1998 roku za zasługi dla Kościoła otrzymał Order św. Grzegorza Wielkiego. Ponieważ przekazał 10 milionów dolarów na budowę katedry w Los Angeles, został uznany za przykładnego chrześcijanina. Ale Watykan milczał, gdy krótko po otrzymaniu papieskiego orderu Murdoch rozwiódł się po raz drugi i ożenił z młodą Chinką.

Należałoby w tym miejscu jednak zaznaczyć, że amerykańsko-brytyjski magnat medialny o australijskich korzeniach nigdy nie cieszył się – delikatnie mówiąc – sympatią lewackiej prasy.  (…) Dlaczego? O tym za chwilę. Człowiek, którego korporacja kontroluje blisko 40 procent rynku medialnego w Wielkiej Brytanii, od dawna przyprawia lewicę o mdłości. – skarży się w tygodniku „Forbes” Paweł Strawiński, tak jakby inni właściciele mediów do polityki się nie mieszali.

Krótkowzroczny pirat globalnego kapitalizmu nienawidzący każdej silnej polityki – tak określił Murdocha na łamach „Krytyki Politycznej” Cezary Michalski – bo każda silna polityka wydaje mu się przeszkodą dla jego biznesów, zatem w USA za pomocą swojej telewizji FOX niszczy tamtejszą politykę krajową, a w Europie przy pomocy swoich mediów niszczy ponadnarodową politykę unijną.

Rupert Murdoch przez dziesięciolecia był najpotężniejszym człowiekiem w Wielkiej Brytanii – obsmarował go w „Wyborczej” Wojciech Orliński. Decydował o wyniku wyborów, namaszczał premierów, z policjantów zrobił swoich szpicli. Powaliła go podłość, na którą jego ludzie pozwolili sobie wobec zamordowanej dziewczynki. Jeden z największych magnatów medialnych na świecie i eurosceptyk Rupert Murdoch nie ukrywa, że od lat miesza się do polityki, wywierając naciski na swoich dziennikarzy.

Charles Kane, tytułowy bohater głośnego filmu Orsona Wellesa z 1941 roku Obywatel Kane – uznawanego przez wielu krytyków za najlepszy obraz wszech czasów – stwierdził, że „jeśli nagłówek jest wystarczająco duży, news też staje się duży”. Wydaje się, że tym samym tropem podążał w swoim życiu Rupert Murdoch, którego śmiało można uznać za twórcę współczesnej prasy bulwarowej. Nie tylko obniża loty mediów do poziomu brukowca, ale, co gorsza, bez żenady rozdaje karty w brytyjskiej polityce. Jego gazety od czasów Margaret Thatcher rozstrzygają o wyniku kolejnych brytyjskich wyborów. On sam nie próbuje nawet ukrywać, kogo popiera.

Pomimo aparycji zażywnego emeryta popijającego rumianek z miętą kontroluje gigantyczny koncern informacji i rozrywki, na którego budowę poświęcił ponad pół wieku. Niektórzy ponuro żartują, że w jego żyłach zamiast krwi płynie farba drukarska. Ale nawet wrogowie zazdroszczą mu skuteczności. „Wielki zły człowiek” – mówił o nim brytyjski magnat prasowy Conrad Black, były właściciel konkurencyjnego „Daily Telegraph”. Jednak tylko taki biznesmen mógł stworzyć medialne imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce.

W dodatku wciąż jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Murdoch nieustannie węszy i sprawdza rynki po całym świecie, planując zakup nowych tytułów i kanałów. Wciąż uwielbia się śmiać beztrosko z własnych dowcipów, chociaż od kilku lat humor ma znacznie gorszy. Afera podsłuchowa, o której będzie jeszcze mowa, jeżeli nie doszczętnie zniszczyła, to w każdym razie znacząco podkopała i tak wątpliwą od początku reputację Murdocha. Ściągnęła też na niego zemstę brytyjskich polityków, którymi dotychczas tak zręcznie manipulował. Skoro jednak nawet największa afera podsłuchowa na świecie nie zburzyła jego imperium, być może uwierzył, że jest niezatapialny…
(…)

Cytowany fragment pochodzi z książki: