Wojska mongolskie liczyły ok. ośmiu tysięcy świetnie wyszkolonych wojowników. Polskie rycerstwo wspierali templariusze, joannici, krzyżacy, a także górnicy z pobliskiej Złotoryi.

Tak o bitwie napisał kronikarz Jan Długosz:

Kiedy więc 9 kwietnia, czyli w poniedziałek po oktawie Wielkiejnocy, oba wojska spotkały się na polu, które [zwano] Dobrym Polem, czy to od żyznej ziemi, czy też dlatego że rozciągało się szeroko na wszystkie strony, pierwsze wszczęło walkę wojsko złożone z krzyżowców, ochotników i kopaczy złota (…).

Początkowo szala zwycięstwa przechylała się na stronę wojsk Henryka Pobożnego. Lecz kiedy wydawało się że Mongołowie zostaną pokonani, ci zastosowali podstępną sztuczkę, która spowodowała zamieszanie w polskich szeregach. Oto tuż przed rycerzami pojawił się człowiek na koniu krzyczący: „Bieżajcie! Bieżajcie!” czyli „Uciekajcie!”. Niektóre oddziały zaczęły uciekać w popłochu. Henryk widząc co się dzieje miał powiedzieć: „Gorze się nam stało” czyli „Źle się nam stało”. Było to jedyne zdanie zapisane w kronice Długosza w języku polskim, dlatego uważane jest przez językoznawców za najstarszy polski zapis.

Mimo zamieszania Henryk ruszył do walki i zdobył przewagę. Tatarzy zaczęli zastanawiać się nad odwrotem, ale wtedy wódz tatarski rzucił do boju swoją najlepszą jednostkę – ciężkozbrojną jazdę. Znów rozgorzała walka, Polacy rozproszyli się, książę z czterema wiernymi rycerzami został otoczony przez nieprzyjaciół.

Ostatnie chwile władcy według Długosza wyglądały następująco:

Kiedy podniósłszy prawą rękę chciał ugodzić Tatara, który mu zagrodził drogę, drugi Tatar przebił go dzidą pod ramię. (Książę) zwiesiwszy ramię, zsunął się z konia ugodzony śmiertelnie. Tatarzy wśród głośnych okrzyków i chaotycznej, nieprawdopodobnej wrzawy ujmują go i wyciągnąwszy poza teren walki na odległość dwóch miotów z kuszy, mieczem obcinają głowę, zerwawszy odznaki, pozostawiają nagie ciało.

Bezgłowe ciało księcia Henryka odnalazły na polu bitwy jego żona księżna Anna i matka św. Jadwiga. Rozpoznały go po szóstym palcu u nogi, gdyż Henryk miał właśnie taką anomalię w lewej stopie. Potwierdziło się to, gdy w 1832 roku otwarto grobowiec księcia. Niestety jego szkielet został wywieziony przez Niemców podczas II wojny światowej do Instytutu Antropologicznego w Berlinie i od tamtej pory uważa się go za zaginiony.

Aż do XX wieku była kronika Długosza była najważniejszym źródłem wiedzy o bitwie. W latach 50. XX wieku pewien antykwariusz amerykański kupił nieznaną wcześniej relację z podróży Benedykta Polaka do chana mongolskiego. „Historia Tartarorum” spisana została prawdopodobnie przez towarzyszącemu Benedyktowi, franciszkanina podpisującego się C. de Bridia (czyli C. z Brzegu). Wypytywani przez podróżników Mongołowie opowiedzieli, że uważali bitwę za przegraną i faktycznie jej bieg odwrócili ciężkozbrojni jeźdźcy.

Tak opisali ostatnie chwile Henryka Pobożnego:

Wtedy księcia Henryka wzięli Tatarzy do niewoli i całkowicie obrabowali, a kazali mu klęknąć przed martwym wodzem, który poległ w Sandomierzu. Głowę jego jakby barana zawieźli przez Morawy na Węgry do Batu i wkrótce potem porzucili ją między głowy innych poległych.

Ta relacja pokazuje, że książę Henryk Pobożny był męczennikiem i zginął za wiarę chrześcijańską. Jego ofiara nie była daremna. Wojska Tatarów cofnęły się spod Legnicy i wróciły do swojego kraju.

Dzięki wieloletnim staraniom Duszpasterstwa Ludzi Pracy ’90 w Legnicy oraz Stowarzyszeniu Sióstr i Braci Henryka II Pobożnego i Anny Śląskiej, niebawem ruszy proces beatyfikacyjny księcia Henryka Pobożnego.