Mirek-Zbirek, bo takiego pseudonimu używa, od 25 lat rysuje na łamach Gazety Polskiej komiks „Rodzina Waciaków”, a rysunki satyryczne niepoprawne politycznie robił w czasach, gdy nikomu to jeszcze nie przyszło do głowy. Kojarzony jest z weselszymi stronami życia i mało kto wie, że ma za sobą dwie odsiadki z czasów komuny.
Jego życiorys zupełnie nie przypomina historii znanych rysowników satyrycznych w cieplarnianych warunkach publikujących w prasie PRL. Jako 19-latek trafił do obozu internowania, z którego uciekł niczym w westernach o Dzikim Zachodzie i poszukiwany przez bezpiekę ukrywał się przez pół roku. Drugi raz aresztowany został z nielegalne gazetki na krótko przed terminem swojego ślubu. M. in. naciski biskupa siedleckiego doprowadziły do wydania mu 5-dniowej przepustki.


- Wieczór kawalerski był w celi, dziesięciu chłopa. Ominęły mnie wszystkie nauki przedmałżeńskie. Było huczne wesele, poprawiny, a następnego dnia cały orszak weselny odprowadził mnie pod bramę więzienia. Mieszkałem 500 metrów od niego. Przestraszeni strażnicy obawiając się, że orszak weźmie więzienie szturmem  powiedzieli, że mnie nie wpuszczą, tym bardziej, że nie miałem swojej przepustki. W końcu jednak mnie przyjęli – wspomina Mirosław Andrzejewski. Miał do odsiedzenia jeszcze… 9 miesięcy. - Pomyślałem, że jak wrócę, to będzie potomek

– opowiada.


Niesamowita historia Mirosława Andrzejewskiego dziś o 22.30 w „Wywiadzie z chuliganem”. Wywiad z chuliganem to koprodukcja Radia Poznań i Telewizji Republika. Wywiadu posłuchać w radiu można w soboty o 16.00, a telewizyjna premiera w każdą niedzielę o 22.30 w Republice.