"To sytuacja skomplikowana, bo dotyczy obywateli Rosji, którzy wyjechali ze Szwecji i za którymi zgłoszono alert w systemie Schengen, czyli o zaginięciu. Brak było jakichkolwiek dokumentów, potwierdzających ten alert. Szwedzi nie przedstawili żadnych dokumentów, a powinni byli je przedstawić. Powstała bardzo trudna sytuacja, ponieważ przylecieli dwaj mężczyźni, którzy nie legitymowali się żadnymi dokumentami wobec dzieci i żądali ich wydania"

- powiedział dziś Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak, komentując sytuację rosyjskiej rodziny, która uciekła do Polski.

Stwierdził, że trzeba było zareagować szybko, bo ojciec nie miał żadnych dokumentów oprócz aktów urodzenia dzieci. Dlatego został złożony odręczny wniosek o ochronę przez państwo polskie. Ten wniosek spowodował, że sąd miał otwartą drogę, żeby zająć się tą sprawą.

Rzecznik Praw Dziecka stwierdził, że w Szwecji, "kraju, który powinien być dla nas jednym z przykładów praworządności, tego jak powinna wyglądać ochrona praw człowieka, konwencja o prawach dziecka nie została w sposób rzetelny zastosowana".

Poinformował również, że w czwartek rano spotkał się z rodziną Lisovów i jej pełnomocnikami. Został wypełniony formalny wniosek o azyl.

"Wniosek o azyl dla pana Denisa i jego trzech córek został złożony. Państwo polskie objęło ochroną na czas prowadzonego postępowania pana Denisa i jego córki. Do czasu zakończenia wszystkich postępowań wyjaśniających ze Szwecją, z Rosją pan Denis i jego córki będą bezpiecznie przebywać na terytorium Polski"

- powiedział Pawlak.

"Do czasu zakończenia postępowań administracyjnych związanych z udzieleniem prawa azylu nic złego w Polsce panu Denisowi stać się nie może"

- dodał.

W poniedziałek Denis Lisov i jego trzy córki: 12-letnia Sofia, 6-letnia Serafina i 4-letnia Alisa zostali zatrzymani przez polską straż graniczną na lotnisku w Warszawie. Do Polski ze Szwecji przypłynęli promem. Chcieli się dostać do Rosji. Straż graniczna przekazała ich policjantom z komisariatu na Okęciu. Rodzina spędziła tam noc na rozkładanych łóżkach.

Ojciec tłumaczył polskim służbom, że wywiózł córki ze Szwecji, bo tamtejsza opieka socjalna we wrześniu 2017 roku odebrała mu córeczki i umieściła w muzułmańskiej, imigranckiej rodzinie zastępczej, po tym jak jego żona w 2014 roku zachorowała na schizofrenię. Denisowi Lisovowi przyznano cotygodniowe 6-godzinne widzenia z dziećmi. Mężczyzna nie mógł się z tym pogodzić, więc zdecydował się porwać dzieci.

"W rodzinie zastępczej, do której trafiły dziewczynki, nie było tożsamości narodowej, językowej i religijnej. Dzieci mówią po rosyjsku, a muzułmanie z tej rodziny nie mówili po rosyjsku i były same problemy"

- stwierdził Rzecznik Praw Dziecka.

Wczoraj Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy orzekł, że dzieci pozostaną pod opieką ojca. Zobowiązał też Lisova do nieopuszczania Polski do rozstrzygnięcia sprawy nadania mu statusu uchodźcy. Wyznaczył także kuratora. Do rozstrzygnięcia sprawy Rosjanin będzie korzystał z mieszkaniu użyczonego przez jedną z organizacji. Zapowiedział, że będzie chciał podjąć pracę.