Pierwsze wrażenie to wagnerowski rozmach. Dziś wszystko jest bardziej skondensowane, ale rozmach pozostał. Czego tu nie ma… Germania, czyli personifikacja Niemiec grana przez czarnoskórą aktorkę, usłane trupem średniowieczne pola bitwy, terroryści RAF w akcji, katastrofa sterowca Hindenburg, orgie kulinarne i sadomasochistyczne, NRD-owskie politbiuro i III Rzesza w szale palenia książek. Śmierć i narodziny, śmiech i płacz, zbrodnia i wstyd. Jest niesamowita scena, w której średniowieczny rycerz podpala stos (chyba z czarownicą), a potem wita się z tymi, którzy w 1933 r. palą książki na Opernplatz. Funkcjonariusze ze swastykami na przedramieniu są też widoczni w scenie z zamieszek na Kreuzbergu z lat 70. i 80. XX w. Jest w tym duch pewnej kontynuacji, ponadepokowego zjednoczenia w skłonności do zniszczenia. Bardzo ciekawe. I jest scena, która jeszcze przed premierą wzbudziła kontrowersje, czyli egzekucja więźniów w obozie koncentracyjnym.

To tylko kilka klatek z teledysku Rammsteina do utworu „Deutschland”, ponaddziewięciominutowego horror-tripu po najmroczniejszych zakątkach niemieckiej historii. To nie jest miły rejs po Renie z widokiem na Lorelei, ale gęsta od symboli i lepka od krwi opowieść o podboju, terrorze, wykolejeniach i zbrodni. Sprzedana w nęcącej oprawie i do bólu szczera, z elementami autodenuncjacji, precyzyjna w przekazie.

Poza wizją są słowa. Bez nich obraz pozostaje tylko świetnie zrealizowanym klipem. Tekst jest mocny, rozliczeniowy, jeden z najciekawszych, o ile nie najciekawszy z tych, które kiedykolwiek wyszły spod pióra Tilla Lindemanna. Kiedy lider zespołu z tą swoją czarno-romantyczną manierą śpiewa: „Niemcy – moje serce w płomieniach, chce cię kochać i przeklinać”, albo „Niemcy – twoja miłość jest przekleństwem i błogosławieństwem. Niemcy – twój zimny oddech, tak młody, a jednak tak stary”, ustawia przekaz w prostym, ostrym stylu, ale tym razem pozostawia mniej miejsca na interpretacje. Element szyfru, tak przecież typowy dla tekstów Lindemanna, który lubi zabawy słowem, ale i nawiązania do twórczości Bertolda Brechta, Gottfrieda Benna, J.W. Goethego etc., w przypadku „Deutschland” uległy stępieniu. Krosnem, na którym Rammstein tka swoją opowieść, są wersy wyklętej pierwszej zwrotki „Pieśni Niemców”, czyli „Niemcy, Niemcy ponad wszystko, ponad wszystko na świecie” (Deutschland, Deutschland über alles, über alles in der Welt). I tutaj z kolei akcent został postawiony na prefiks über- (ponad, nad) wkomponowany w wyliczankę pojęć demonstrujących dominacyjną naturę Niemiec, bardziej chyba jako narodu niż państwa.

Lindemann śpiewa o Übermenschu (nadczłowieku), arogancji, poczuciu wyższości, podbijaniu, poddawaniu sobie, zaskakiwaniu, napadaniu – Überheblich, überlegen, Übernehmen, übergeben, Überraschen, überfallen, aż na końcu dochodzi do strofy „Deutschland, Deutschland über allen” – „Niemcy, Niemcy nad wszystkimi”. Co istotne, słowa te padają z jego ust również w scenie obozowej, gdzie ubrany w pasiak jest prowadzony na śmierć. Trudniej o bardziej symboliczną scenę. Zwłaszcza w wymiarze odpowiedzialności Niemiec za zbrodnie II wojny światowej.

Całość artykułu w "Gazecie Polskiej Codziennie"