Myśleliśmy, że tego, co wygadywał kilka dni temu w trakcie spotkania Klubu Obywatelskiego Lech Wałęsa o kosmitach, nie da się obronić.

Na innych galaktykach są trzy poziomy rozwoju intelektualnego. My jesteśmy najniżej. Wyższa cywilizacja przyjeżdża i przygląda się, co oni tu wyprawiają. Jak zagrozimy destabilizacją, Putinem, oni nam przeszkodzą, przetną na pół, ziemia się zwinie, wszystkich nas zgniecie, przytrzymają nas 5 tys. lat. (…) Przyślą nam Adama i Ewę i od nowa będziemy budować. To też musimy brać pod uwagę.

- mówił Lech Wałęsa.

Okazało się, że znalazł się ktoś, kto całkiem poważnie podszedł do słów byłego prezydenta. I choć nawet Andrzej Saramonowicz sam nie wierzy w bzdury wygadywane przez Lecha Wałęsę, to podjął próbę obrony jego wypowiedzi, porównując ją do... podstaw chrześcijaństwa:

[...] przecież jest w tym tyle samo sensu, co w twierdzeniu, że Bóg zesłał na Ziemię zrodzonego z Dziewicy Syna, by ten zbawił ludzkość od grzechu (a było nim zjedzenie owocu z drzewa przez wspominanych przez Wałęsę Adama i Ewę), umierając na krzyżu i zmartwychwstając po trzech dniach. 

- emocjonuje się na Facebooku Saramonowicz.

Każdy nosi w sobie fantasy, które uznaje za prawdę.

- puentuje reżyser.

Nie wiemy, w jakie fantasy wierzy pan Andrzej Saramonowicz, ale zazdrościmy kreatywności!