Jak się okazuje, do ostatniej chwili nie było do końca pewne, czy głosowanie ws. dyrektywy w ogóle się dzisiaj odbędzie.

Niewiele brakowało, niestety nie udało się odłożyć głosowania. To jest sprawa mocno kontrowersyjna i bulwersująca.
- mówił na antenie TVP Info europoseł Ryszard Legutko.

Polityk podkreślił, że  są dwie rzeczy, które tak naprawdę wprawiają nas w stan zaniepokojenia.

Pierwsza jest związana z pojęciem praw pokrewnych. Oznacza ono, że jeżeli ktoś opublikuje artykuł, książkę, dzieło sztuki w internecie to właścicielem staje się nie tylko twórca, ale też ktoś kto to publikuje. Druga rzecz, która niepokoi to słowo „filtrowanie”.
- mówi prof. Legutko.

Zaznaczył, że w odniesieniu do pojęcia praw pokrewnych, konsekwencje dyrektywy są takie, że nie tylko my stajemy się właścicielami tego co zrobiliśmy, ale szybko zostaną nimi giganty medialne, wielkie firmy. Znaczenie stracą mali i średni wydawcy, redakcje, ponieważ „nie będą mieli szans konkurowania z firmami rodzaju Axel Springer”.
[polecam: https://niezalezna.pl/264771-europoslowie-pis-dotrzymali-slowa-glosowali-przeciwko-acta2]

Spore emocje wywołały także doniesienia „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, który ujawnił, że niemiecki rząd miał poprzeć tzw. „ACTA 2” w zamian za poparcie Francji dla gazociągu Nord Stream 2.

Nie wiem czy to prawda, ale taka informacja krąży i wydaje się być prawdopodobna. Fakt jest taki, że w przekazie informacji i dystrybucji rządzą wielkie firmy, w tym firmy niemieckie. W krajach, gdzie tzw. prawo pokrewne zostało wprowadzone, doprowadziło to do dominacji dużych firm, ich monopolu, a mali gracze zniknęli, nie mieli szans. Proszę sobie wyobrazić, że jeżeli informacja będzie niewygodna dla giganta, dla rządu, z którym gigant sympatyzuje, to ona się wtedy po prostu nie pojawi.
- mówił pro. Legutko.

Komentując głosowanie europosłów Platformy Obywatelskiej - z których siedmiu zagłosowało za, a czterech przeciw dyrektywie – europoseł Ryszard Legutko stwierdził dosadnie, że politycy Platformy „zareagowali schizofrenicznie”.

PO znalazła się w trudnej sytuacji i zareagowali schizofrenicznie. Z jednej strony przyprowadzili twórców, którzy bronili nowej dyrektywy, mówili że pozwoli ukrócić złe praktyki kradzieży dzieł sztuki, chroni prawa autorskie - co po części jest prawdą, ale tylko po części. Ale z drugiej strony przestraszyli się, bo jeżeli mówimy o filtrowaniu czy monitorowaniu przekazu w internecie, to wyobraźmy sobie, że musi być stworzony gigantyczny system kontroli i będzie to forma cenzury. Pytanie, kto będzie tym zawiadował. Czy będą stworzone mechanizmy, które będą reagowały na określone słowa i jeżeli będą niewygodne, to taka wypowiedź może zostać wyeliminowana. Taką cenzurę już ćwiczymy, chociażby na Facebooku, ona już się rodzi.
- mówił eurodeputowany PiS Ryszard Legutko.