Samo słowo „jałmużna” nie kojarzy się obecnie dobrze. Pochodzi z języka greckiego i oznacza czyn miłosierdzia, ale współcześnie to pojęcie, zresztą jak wiele innych, zostało wypaczone. Dzisiaj jest raczej kojarzone z zależnością od innych ludzi, niedobrą litością, a nawet pogardą. Tym bardziej trzeba robić wszystko, aby przywrócić mu pierwotny sens.

Jedną z okazji ku temu są akcje organizowane przez Caritas. Z kibicami w różnych miejscach Polski od kilku już ładnych lat właśnie w okresie Wielkiego Postu i Adwentu staramy się mobilizować do materialnej pomocy Polakom na Kresach. Organizujemy zbiórki artykułów spożywczych, chemicznych, szkolnych, aby bezpośrednio przed świętami zawieźć te dary płynące z serca na Wileńszczyznę, Białoruś czy Ukrainę. Najważniejsze w tym przedsięwzięciu wydają się spotkania z naszymi rodakami, którzy dzisiaj może potrzebują wsparcia, ale swoją postawą wiele nas uczą. Przede wszystkim udało im się ocalić nasze narodowe tradycje, język, pielęgnować polską kulturę. Uczą także bezinteresownej pomocy, którą tam na miejscu, pomimo nieraz niesprzyjających warunków, potrafią zorganizować, żeby zadbać o tych, którym powodzi się najgorzej.

Wokół tych akcji zawsze pojawia się wielu dobrych ludzi, którzy nas wspierają. Jedni dadzą kartony, żeby zapakować paczki, inni użyczą samochodów, żeby je zawieźć. Cała logistyka wymaga sprawnej organizacji i poświęcenia prywatnego czasu. Ale ten wysiłek zmienia nas wszystkich. Jestem tego świadkiem od wielu już lat. Tworzy się krąg gorących serc wrażliwych na pomoc bliźniemu. Serc, które dzięki takim akcjom zmieniają się na lepsze. W praktyce wszyscy doświadczamy owoców tradycyjnej chrześcijańskiej jałmużny. Zapraszam do włączania się w nasze inicjatywy.