W Polsce jest przyzwolenie na mowę nienawiści, wszyscy to wiemy, i to się nakręca, i rozkręca. Mam ogromny problem z mową nienawiści, dotknęła mnie ona nie raz i nie dwa, oczywiście jestem osobą publiczną, pochodzę z rodziny, która jest widoczna. Natomiast moja strategia jest taka, że po prostu nie czytam, kasuję z mojego Facebooka i z mojego Instagrama, wywalam, blokuję i nie ma żadnej dyskusji. Nie wdaję się w te dyskusje i koniec 

– powiedziała w rozmowie z agencją Newseria Lifestyle Paulina Młynarska.

Młynarska rzekomo często jest atakowana agresywnymi komentarzami, m.in. z racji głośnego wyrażania swoich feministycznych poglądów. Jak twierdzi, internauci nie szczędzą jej gorzkich słów również w prywatnych wiadomościach na portalach społecznościowych. 

Jej zdaniem zalążkiem hejtu są media, które karmią się sensacją.

Ta nienawiść w stosunku do osób publicznych, która jest w komentarzach, to ona się zaczęła w brukowcach, w portalach plotkarskich, w brukowych gazetkach. Ponieważ doskonale wiadomo, że złe emocje i niechęć lepiej się sprzedają, a więc wytwarzano sztucznie bardzo dużo niechęci w stosunku do osób znanych. Na różne sposoby. To jest mechanizm sprzedażowy 

– mówi Młynarska.

Żale feministki nieco jednak budzą zdziwienie. Wystarczy bowiem przypomnieć jej skandaliczny wpis na temat św. Matki Teresy z Kalkuty. Hejt, nad którym Młynarska tak zawodzi aż wylewał się z jej słów.

"Matka Teresa z Kalkuty dziś została ogłoszona świętą. Na konta Zgromadzenia Misjonarek Miłości spływały miliony dolarów od najmożniejszych darczyńców, jednak "święta" nie uważała za stosowne kupować za te pieniądze środków przeciwbólowych dla swoich cierpiących podopiecznych. Fascynowało ją cierpienie, które potrafiła gloryfikować ze swadą godną prawdziwej psychopatki"

- napisała Młynarska w dniu ogłoszenia Matki Teresy świętą.