Na trybunach zjawiło się mnóstwo kibiców w biało-czerwonych barwach, którzy wierzyli w sukces naszej drużyny. Mazurek Dąbrowskiego w Wiedniu robił wrażenie.

Po odśpiewaniu hymnu nie wyglądało to jednak zbyt różowo. Od początku inicjatywa była po stronie gospodarzy. Największa gwiazda austriackiego zespołu - David Alaba z łatwością ogrywał Tomasza Kędziorę i raz po raz posyłał groźne dośrodkowania w pole karne Wojciecha Szczęsnego.

Bramkarz Juventusu pokazał próbkę swoich umiejętności w 8. minucie. Ładnie obronił mocne uderzenie Sabitzera. Polacy głęboko cofnięci, zbyt głęboko – tylko się bronią. Jedynie Robert Lewandowski próbował szarpnąć i rozruszać trochę naszą ofensywę. Ale siła złego na jednego - jego solowe akcje nie mogły przynieść powodzenia.

W 19. minucie zakotłowało się wreszcie pod bramką naszych rywali. Chwilę później Kamil Glik celnie uderzył głową po rzucie rożnym. Zaczęliśmy grać trochę śmielej i od razu obraz gry uległ zmianie. W 27. minucie kąśliwy strzał Grosickiego z najwyższym trudem sparował Lindner. Tak właśnie trzeba grać z Austrią.

Mecz się wyrównał, ale pierwsza połowa to nie był żaden wielki spektakl. Jednak styl ma tutaj drugorzędne znaczenie - najważniejsze są punkty. Do przerwy bez goli. Najładniejsza akcja tej części to no-look pass kapitana reprezentacji Polski.

Tuż po przerwie niewidocznego Arkadiusza Milika zastąpił Przemysław Frankowski. Zmieniliśmy ustawienie, miejmy nadzieję, że zmienimy też rezultat. Polacy tę część meczu na szczęście rozpoczęli z większym animuszem, ale gospodarze próbowali znowu dominować na murawie.

W 54. minucie Lazaro uciekł Bereszyńskiemu, który faulował tuż obok pola karnego. Po rozegraniu rzutu wolnego najedliśmy się strachu, ale strzał był minimalnie niecelny. Nie minęło 60. sekund i groźnie uderzył Arnautović. Słabo wyglądał ten fragment spotkania w wykonaniu Polaków.

Na kłopoty Piątek? Napastnik AC Milan wszedł w 59. minucie za poobijanego przez rywali Piotra Zielińskiego. Piotrek opuszczał boisko z grymasem bólu. Krzysztof natomiast od razu znalazł się dobrze w polu karnym, ale strzał Polaków został zablokowany. W 64. minucie znowu Piątek pięknie zgrał Grosickiemu, ale ten był blokowany. Domagaliśmy się karnego, ale sędzia – raczej słusznie – nakazał grać dalej.

68. minuta i gol!!! Piątek z najbliższej odległości dobił strzał Tomasza Kędziory. Gol z niczego, po zamieszaniu i rzucie rożnym, ale talent Polak ma niesamowity. Znaleźć się w takiej sytuacji i ją wykorzystać, to jest coś czego nie można się nauczyć.

W 75. minucie Lewandowski wyłożył piłkę jak na tacy koledze. Tym razem jednak Krzysztof chybił. Wielka szkoda, bo mogłoby to odebrać ochotę do gry Austriakom. A tak będą nerwy, ale przynajmniej biało-czerwoni grali wreszcie dużo lepiej. Kibice w Wiedniu  śpiewają "jeszcze jeden", jesteśmy blisko zwycięstwa.

W 88. minucie mieliśmy całą furę szczęścia. Najpierw nasz bramkarz zaczął się bawić w drybling poza polem karnym, a chwilę później znakomitą okazję do wyrównania zmarnował Arnautović. Jerzy Brzęczek wprowadził na boisko Pazdana, chcąc wzmocnić obronę i skraść kilka sekund.

Alaba i 1:1? Nie, Szczęsny broni kapitalnie i zaczynamy eliminacje Euro 2020 od zwycięstwa! Nieważny styl, ważne że zdobywamy komplet punktów.

Austria - Polska 0:1 (K. Piątek 68')