Według mediów cudem uniknięto tragedii.

Nikt z poszkodowanych nie jest ranny. Do szpitala trafili z objawami zatrucia dymem.

Sprawcą zdarzenia w miejscowości San Donato Milanese był prowadzący autobus 47-letni Senegalczyk z włoskim obywatelstwem. Kierowca autokaru, w którym było ponad 50 uczniów gimnazjum z okolic miasta Crema, zmienił nagle trasę, zatrzymał pojazd i z nożem w ręku powiedział uczniom, że nikt nie może wysiąść. Wtedy jeden z chłopców zadzwonił do rodziców i opowiedział o tym, co się stało. Ci zaś wezwali karabinierów, którzy ruszyli w pościg.

Kierowca, uciekając, zjechał na pobocze i tam rozlał benzynę w autobusie, a następnie ją podpalił, krzycząc, że chce się zabić. Wykrzyczał też słowa:

- Trzeba powstrzymać śmierć ludzi na Morzu Śródziemnym.

Karabinierzy wyprowadzili dzieci z pojazdu i aresztowali sprawcę.

Z rekonstrukcji porwania wynika, że koszmar na szkolnej wycieczce trwał 40 minut. Ustalono, że był on już wcześniej karany za jazdę pod wpływem alkoholu i przemoc seksualną.

Podkreśla się, ze dzięki błyskawicznej ewakuacji dzieci nie doszło do tragedii.

Szef MSW Włoch Matteo Salvini, komentując ten incydent, zapytał: - Dlaczego osoba z takimi zarzutami kierowała autokarem ze szkolną wycieczką?

Zapowiedziano, że dzieci będą pod opieką psychologa.

Mężczyźnie postawiono już zarzut porwania oraz zamiaru dokonania masowej zbrodni z terroryzmem jako okolicznością obciążającą.