Rezolucję uchwalono stosunkiem głosów 54:46, przy czym do głosujących za nią Demokratów przyłączyło się siedmiu senatorów z Partii Republikańskiej. Została ona przesłana do Izby Reprezentantów, w której Demokraci mają większość i która - jak się oczekuje - uchwali ją bez większych problemów.

Rezolucja stawia Kongres na kolizyjnym kursie z prezydentem, który już zagroził postawianiem wobec niej weta. Biały Dom określił rezolucję jako "powodującą poważne wątpliwości konstytucyjne".

Uchwalając rezolucję senatorowie powołali się na uchwaloną w 1973 r. Rezolucję o Uprawnieniach Wojennych (War Powers Resolution, znana również jako War Powers Act), której celem było uniemożliwienie prezydentowi zaangażowania Stanów Zjednoczonych w konflikt wojenny bez zgody Kongresu.

Nieprzekraczalną linią jest to, że Stany Zjednoczone nie powinny wspierać katastrofalnej wojny prowadzonej przez despotyczny reżim z nieodpowiedzialną polityką zagraniczną

- powiedział jeden ze sponsorów rezolucji, demokratyczny senator Bernie Sanders. Dodał, że głosowanie za rezolucją "rozpocznie proces odzyskiwania naszych (Kongresu) uprawnień konstytucyjnych poprzez zakończenie zaangażowania USA w wojnę, na którą Kongres nie udzielił zgody".

Drugim sponsorem rezolucji był Republikanin Mike Lee, który powiedział, że "pomagamy obcemu mocarstwu bombardować jego przeciwników".

Tocząca się od czterech lat wojna domowa w Jemenie, w której koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej walczy z rebeliantami Hutu wspieranymi przez Iran, pochłonęła już dziesiątki tysięcy ofiar śmiertelnych i spowodowała kryzys humanitarny o gigantycznych rozmiarach.

Dotychczasowe wsparcie USA dla sił koalicji miało głównie charakter logistyczny, ale obejmowało także m. in. identyfikację celów dla saudyjskiego lotnictwa.