Lechici  próbowali szybko odpowiedzieć na gola Forsella. Ruszyli śmiało do ataku, ale natrafili na świetnie zorganizowaną i przesuwającą się po boisku Miedź. Podopieczni trenera Adama Nawałki dłużej utrzymywali się przy piłce, wymieniali więcej podań, ale grali za wolno, aby przedrzeć się przez zagęszczone pole.

Pierwszy strzał goście oddali dopiero tuż przed przerwą, ale piłka po uderzeniu Vernona De Marco minęła bramkę. W tym momencie było już 2:0 dla legniczan. Miedź nie zamierzała bronić jednobramkowego prowadzenia i śmiało wyprowadzała kolejne ataki.

Legniczanie prostymi środkami starali się wychodzić z własnej połowy i czynili to skutecznie. Bardzo aktywny był Forsell, który dzielił, rządził, rozgrywał i strzelał.

W 36. minucie Fin zdecydował się na uderzenie z około 30 metrów i posłał bombę niemal w samo okienko bramki Lecha. O takich golach się mówi: stadiony świata. Buric był bez szans.

Druga połowa zaczęła się od groźnie wyglądającego starcia Macieja Makuszewskiego z Grzegorzem Bartczakiem w walce o piłkę. Obaj zawodnicy padli na murawę i potrzebowali pomocy medycznej. Mocniej ucierpiał ten drugi, który co prawda wrócił do gry, ale po kilku chwilach opuścił boisko.

Niespełna minutę po tym jak kapitan Miedzi został zmieniony, Lech zdobył kontaktowego gola. Goście od początku drugiej połowy grali szybciej i zaczęli przedostawać się w pole karne gospodarzy. Po jednej z takich akcji Pedro Tiba wstrzelił piłkę w środek pola karnego, gdzie był Maciej Gajos i było już tylko 2:1. Sędziowie od wideoweryfikacji długo analizowali całą sytuację, ale nie dopatrzyli się pozycji spalonej zawodnika Lecha.

Po strzelonym golu przyjezdni osiągnęli jeszcze większą przewagę, a Miedź wyraźnie coraz bardziej myślała o obronie wyniku i rzadko decydowała się na atak większą liczbą zawodników. Mimo wszystko udało się legniczanom podwyższyć prowadzenie. Po dośrodkowaniu piłka trafiła w rękę w polu karnym Nikolę Vujadinovica.

Sędziowie ponownie potrzebowali wideoweryfikacji, aby ocenić sytuację, ale ostatecznie Tomasz Kwiatkowski wskazał na 11. metr. Do piłki podszedł Omar Santana i technicznym strzałem nie dał szans bramkarzowi Lecha.

Do końca regulaminowego czasu pozostawało siedem minut, ale dodatkowo arbiter, ze względu na długie przerwy w grze, doliczył kolejne osiem. I był to najbardziej emocjonujący fragment spotkania. Lech rzucił się do szaleńczych ataków, które sprowadzały się do wstrzeliwania piłki w pole karne Miedzi. Po jednym z dośrodkowań błąd popełnił Łukasz Sapela, który tak piąstkował piłkę, że ta trafiła pod nogi Joao Amarala i było już tylko 3:2.

Goście zaatakowali z jeszcze większym impetem, w pole karne przy jednym z rzutów rożnych powędrował nawet Buric, ale Miedź nie dała już sobie wydrzeć wygranej. Sama mogła jeszcze zdobyć gola, ale Rafał Augustyniak przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Lecha.

Zobacz tabelę Ekstraklasy:

 

Miedź Legnica - Lech Poznań 3:2 (2:0).

Bramki: 1:0 Bozo Musa (4-głową), 2:0 Petteri Forsell (36), 2:1 Maciej Gajos (56), 3:1 Omar Santana (83-karny), 3:2 Joao Amaral (90+5).