Ta sprawa jest jedną z najbardziej skandalicznych w palecie warszawskich reprywatyzacji. Osoby, które były przeciwne inwestycji, traciły stanowiska, protesty mieszkańców stolicy były bezskuteczne, a na dodatek w sprawie pojawiają się ludzie związani z Platformą Obywatelską. „Gazeta Polska” dotarła do dokumentów tej sprawy. Okazuje się, że korzystną opinię dla inwestycji w 2007 r. wydała Małgorzata Omilanowska (następca Bogdana Zdrojewskiego w resorcie kultury w rządzie PO-PSL), która wówczas była zastępcą dyrektora ds. naukowych PAN.

Osoby, które kwestionowały projekt, zostały odsunięte od zajmowanych stanowisk w Narodowym Instytucie Dziedzictwa.

– Staliśmy na stanowisku, że teren powinien pozostać niezabudowany i taka opinia z NID wyszła. Ta sprawa potoczyła się tak, że zgoda na powstanie tego budynku została wydana

– mówi na Paulina Florjanowicz, była dyrektor NID, która po wydaniu opinii ws. inwestycji przy pl. Zamkowym odeszła z NID.

Ta inwestycja ingeruje bezpośrednio w obraz Starego Miasta. Wynika to z opinii, której jestem współautorem – mówi nam Margerita Szulińska.

Gdy o sprawie kontrowersyjnej budowy zrobiło się głośno w mediach, sprawa trafiła do UNESCO, które przysłało do Warszawy ekspertów – teren inwestycji znajduje się w tzw. strefie buforowej Historycznego Centrum Warszawy, które jest wpisane na listę UNESCO.

– Ja już nie pracowałam w NID, ale z tego, co wiem, notatka, która została przygotowana dla ekspertów UNESCO, była na bardzo dużym poziomie ogólności i nie zawierała tych wszystkich wątpliwości, które były w pierwotnej opinii, wydanej kilka lat wcześniej. W efekcie eksperci stwierdzili, że wszyscy są zgodni, więc uznali, że nie widzą podstaw do blokowania inwestycji - dodaje.

Zdziwienie budzi brak kontroli nad tego typu inwestycjami, chodzi w szczególności o tereny wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Odzyskiwanie lub kupowanie takich terenów powinno być pod szczególnym nadzorem. Zastrzeżenia i zdziwienie budziło to, że inwestycja przy pl. Zamkowym potoczyła się właściwie bez należytej kontroli

– mówi nam varsavianista Janusz Sujecki.

Roszczenia do gruntu nabył Maciej M., który w ciągu kilku lat stał się właścicielem najatrakcyjniejszych gruntów w stolicy. Nabytymi przez niego roszczeniami zainteresowała się komisja reprywatyzacyjna. Sprawa trafiła do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu – Maciej M. wraz z innymi osobami związanymi z tymi transakcjami zostali oskarżeni łącznie o 24 przestępstwa, a wartość szkody wynosi niemal 300 mln zł. Śledczy zarzucili im wyłudzenie praw i roszczeń do nieruchomości metodą na tzw. kuratora.

Więcej na ten temat w najnowszym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska"