Premier Mateusz Morawiecki dziś w rozmowie z Katarzyną Gójską na antenie Jedynki Polskiego Radia poprosił nauczycieli, aby powstrzymali się od akcji protestacyjnej, bo na strajku ucierpią dzieci. Podkreślił, że rząd zobowiązuje się do podwyżek w budżecie zaplanowanym na ten rok.

Mam taką prośbę do nauczycieli rzeczywiście, żeby dać nam tę szansę, żeby poczekać na kolejną podwyżkę, a potem na następną, na początku kolejnego roku. Nie ma tak wielu grup społecznych, które trzy czy cztery podwyżki dostaną w tak bardzo krótkim czasie

– zaznaczył Morawiecki.

Komentując słowa premiera, prezes ZNP Sławomir Broniarz kolejny raz podkreślił, że podwyżki planowane przez resort edukacji nie spełniają oczekiwań nauczycieli.

"Nie wiem, jakie podwyżki pan premier ma na uwadze, bo wszystkie podwyżki, które zostały zapisane na rok 2019 i 2020 z opcją wcześniejszej wypłaty są już zdefiniowane, opisane i podane. Ale te podwyżki nas absolutnie nie zadowalają, ich wysokość jest przyczyną protestu nauczycieli. Pan premier mówi, żebyśmy poczekali na podwyżki, ale przecież my już wiemy, że one są na poziomie 320 zł dla nauczyciela dyplomowanego i około 240 zł dla stażysty. Żadnych innych podwyżek na horyzoncie nie ma" – powiedział.

Podkreślił, że "nigdy żaden nauczyciel nie działał przeciwko uczniowi". "Mówienie, że próbujemy narażać uczniów na stres, niepokój, jest niewłaściwym odczytywaniem sytuacji" – dodał.

Czym więc ma być dla uczniów widmo strajku nauczycieli w czasie tegorocznego egzaminu?

Dziś szefowa MEN Anna Zalewska wyraziła przekonanie, że egzaminy się odbędą. "Rozmawiam z nauczycielami, nie tylko ze związkami zawodowymi. Nauczyciele wiedzą, na czym polega odpowiedzialność za egzaminy i dobrze wiedzą, że to nie lata 1992 i 1993, kiedy doszło do strajków i można było przełożyć egzaminy. To jest po prostu niemożliwe. Jesteśmy odpowiedzialni za dzieci" – powiedziała.

"Jesteśmy w sytuacji, w której związki zawodowe biorą odpowiedzialność za to, co ewentualnie może się wydarzyć. (…) Związki były przy konstruowaniu takiego systemu egzaminowania, który jest bardzo niezależny. Minister edukacji nie może przekładać terminów, zresztą są one tak ułożone i w takim rytmie, że trzeba zdążyć z oceną m.in. tego egzaminu przed końcem roku szkolnego" – dodała Zalewska.

Odnosząc się do tej wypowiedzi, Broniarz powiedział, że można spodziewać się, że w części szkół egzaminy w planowanym terminie się nie odbędą.

Mogą być takie gimnazja, w których nauczyciele nie przystąpią do strajku i tam zapewne egzaminy mogą się odbywać. Natomiast we wszystkich innych szkołach, które przystąpią do strajku, trudno mówić o jakichkolwiek egzaminach – tak gimnazjalnych, jak i ósmoklasisty

– powiedział.

Prezes ZNP przypomniał, że zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych ogłoszenie strajku powinno nastąpić co najmniej na pięć dni przed jego rozpoczęciem.

"Czynimy to z daleko większym wyprzedzeniem, ponad 40-dniowym. Jest wystarczająco dużo czasu, abyśmy rozmawiali" – powiedział. Dodał, że również część egzaminatorów zapowiada, że nie przystąpi do sprawdzania prac, ponieważ nie są zadowoleni z zapowiadanych przez MEN podwyżek dla nauczycieli.

W poniedziałek prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz poinformował, że Prezydium Zarządu Głównego ZNP zdecydowało o rozpoczęciu 8 kwietnia strajku w szkołach i w innych placówkach oświatowych, w których – w wyniku referendum – uzyskana będzie zgoda na jego przeprowadzenie. Związek domaga się wzrostu wynagrodzeń nauczycieli i pracowników oświaty, niebędących nauczycielami, o 1000 zł.

Strajk ma rozpocząć się 8 kwietnia i ma być bezterminowy. Decyzję o terminie jego zakończenia ma podjąć Prezydium Zarządu Głównego ZNP. Oznacza to, że jego termin może zbiec się z zaplanowanymi na kwiecień egzaminami zewnętrznymi: 10, 11 i 12 kwietnia ma odbyć się egzamin gimnazjalny; a 15, 16 i 17 kwietnia – egzamin ósmoklasisty. 6 maja mają się rozpocząć matury.