A tak jest niewątpliwie w wypadku litewsko-polsko‑ukraińskiej brygady, której kwatera główna mieści się w Lublinie. 22 lutego odwiedzili ją – wkrótce po wspólnym uczczeniu 450. rocznicy zawarcia Unii w 1569 r., powołującej polsko-litewską Rzeczpospolitą Obojga Narodów – prezydenci Polski i Litwy w towarzystwie prezydenta Ukrainy. Przemawiając do oficerów i żołnierzy tej wyjątkowej jednostki, prezydent RP podkreślił znaną, lecz nie zawsze stosowaną w praktyce prawdę: „Wszyscy wiemy jedno: jesteśmy silni wtedy, kiedy jesteśmy razem, jesteśmy silni wtedy, kiedy panuje między nami zgoda, kiedy jest między nami przyjaźń i kiedy razem stajemy w jednym szeregu. Wtedy budzimy respekt i znacznie trudniej się zdecydować na jakikolwiek akt agresji wobec nas”.

Czy ktoś o nich wiedział…

Jestem poniekąd specjalistą od jednostek wielonarodowych z udziałem Wojska Polskiego, gdyż w latach 2001–2003 nakręciłem filmy dokumentalne o wszystkich podówczas istniejących strukturach tego typu: litewsko-polskim batalionie, polsko‑ukraińskim batalionie, polsko-niemiecko-duńskim Wielonarodowym Korpusie Północno-Wschodnim i polsko-czesko-słowackiej brygadzie. Zdecydowana większość rodaków nie miała pojęcia, że takowe jednostki w ogóle istnieją, może poza Szczecinem, w którym pojawienie się w ramach Korpusu Północno-Wschodniego niemieckich żołnierzy i pojazdów wojskowych oznaczonych czarnym krzyżem wywołało z początku pewną nerwowość mieszkańców.

Podczas zdjęć nie obeszło się bez momentów zabawnych – dowodzący akurat na zasadzie rotacyjnej szczecińskim korpusem niemiecki generał zaparł się i wbrew moim założeniom, że każdy mówi we własnym języku, nie chciał wyrzec po niemiecku ani słowa. Wprawdzie we wszystkich wymienionych jednostkach obowiązywały standardy NATO i język angielski, ale gdy posługiwali się nim niektórzy oficerowie wspólnego batalionu polsko-litewskiego, długo potem dumałem podczas montażu, co też powiedział pan major w litewsko-natowskim narzeczu.

Wojskowe twory na pokaz

W Topolčanach na Słowacji, znanych raczej z doskonałego browaru niż stacjonowania polsko-czesko-słowackiej brygady, dokonałem niechcący złamania tajnych kodów, w które wyposażono wszystkie pomieszczenia bazy. Obiekt natowski, więc palić można było tylko na zewnątrz. Po skończeniu papierosa zamiast dzwonić do drzwi sztabu odruchowo przyłożyłem do czujnika kartę współpracownika TVP i… drzwi się otworzyły! Kiedy pół godziny później pokazałem czeskiemu generałowi, jak telewizyjną kartą magnetyczną otwieram nie tylko jego gabinet dowódcy, ale i pokój szyfranta, o mało nie zszedł na zawał. Sprawa wyjaśniła się potem prosto – polski MON zatrudnił do założenia kodów tę samą firmę, która to robiła w TVP, a im się nie chciało na nowo wysilać – kto by tam w zapadłych Topolčanach to sprawdzał. No ja niestety – acz bezwiednie sprawdziłem. Ekipa wyjeżdżała bogatsza o kilka antałków doskonałego słowackiego piwa, wyrazu wdzięczności biednego generała.

Dziś, gdy jednostka od dawna nie istnieje, dyskrecja w tym względzie już mnie nie obowiązuje, a powyższa historyjka świadczy najlepiej, jak poważnie podchodziły ówczesne władze z PO do spraw bezpieczeństwa państwa – poza Korpusem Północno-Wschodnim jednostki z udziałem WP były tworami na pokaz i mimo uporczywych starań swoich dowódców i oficerów nie miały znaczenia militarnego, o czym najlepiej świadczą ich losy. Batalion polsko‑ukraiński został zmarnowany przy wieloletniej, policyjnej w istocie robocie w Kosowie, a w 2010 r. rozformowany, owa sławetna polsko-czesko-słowacka brygada znudziła się rządom już po trzech latach i też została rozformowana w 2007 r., a litewsko-polski batalion przetrwał najdłużej, bo lat 10 i został zlikwidowany w 2008 r., zaś jedynym uchwytnym pożytkiem z jego istnienia jest to, że zdobywał w nim dowódcze ostrogi dzisiejszy szef polskiego Sztabu Generalnego. Na zdjęciach od razu zwrócił moją uwagę ówczesny major Rajmund Andrzejczak, dziarski i inteligentny, który w lot chwytał specyfikę filmową i bardzo nam pomógł w fachowej prezentacji polskiej części batalionu.

Tym razem jest inaczej…

Wszystko, co napisałem, nie nastraja optymistycznie do litewsko-polsko‑ukraińskiej brygady, ale sytuacja militarno-polityczna, która zmieniła się całkowicie po agresji rosyjskiej na Ukrainę, oraz koncepcja geopolityki rządu Zjednoczonej Prawicy sprawiają, że ta jednostka nie będzie propagandową wydmuszką jak jej poprzednicy. Przede wszystkim jedna z tworzących ją stron znajduje się w stanie wojny z agresorem, a w dwu pozostałych rozmieszczono w ostatnich kilku latach znaczące siły NATO, w tym amerykańskie. W tym kontekście udział w brygadzie Ukrainy oprócz czysto militarnego znaczenia ma wymiar polityczny i jest niejako drogą na skróty do struktur NATO, co dotychczas blokowały notorycznie Niemcy, Francja i Holandia.

Na ten aspekt wyraźnie zwrócił uwagę w Lublinie prezydent Andrzej Duda: „A dzisiaj rozmawiamy o współpracy w tym zakresie także z naszym wielkim sąsiadem Ukrainą, który ma aspiracje przynależności do Sojuszu Północnoatlantyckiego. [...] Dzięki temu żołnierze z Ukrainy mogą doskonalić się z NATO-wskich procedur i przygotowują się do przyszłej służby w ramach NATO, wzmacniając perspektywę obecności Ukrainy w tym sojuszu. […] To nie jest tak, że tylko polscy i litewscy żołnierze oferują coś żołnierzom ukraińskim. Wszyscy wiemy, że od 2014 r. Ukraina jest w trudnej sytuacji; część Ukrainy jest okupowana przez Rosję. Ukraińscy żołnierze naprawdę tam walczą, mają doświadczenie wojenne i dzielą się tym z naszymi żołnierzami”.

Realna siła w gotowości bojowej

Brygada otrzymała w 2017 r. imię Wielkiego Hetmana Litewskiego Konstantego Ostrogskiego, co ma też znaczenie symboliczne, gdyż ów wielki wódz zasłużył się dla Rzeczypospolitej w wojnach z Tatarami i Moskwą, a jego najsłynniejszym zwycięstwem była słynna bitwa pod Orszą w 1514 r., w której na czele sił polsko-litewskich zmiażdżył doszczętnie armię Moskali. Dzień ten jest świętowany przez białoruską opozycję jako przejaw niezależności od Moskwy, bowiem Orsza to dziś miasto na Białorusi, z którego kniaziów wywodził się prawosławny hetman Ostrogski, fundator cerkwi św. Mikołaja w Wilnie, pochowany w słynnej Ławrze Pieczerskiej w Kijowie, o którą wojują obecnie z zarządzającą nią cerkwią moskiewską przedstawiciele nowej autokefalicznej cerkwi Ukrainy…

Wszystko więc wskazuje na to, że stacjonująca na naszym wschodnim pograniczu potężna jednostka złożona z wojsk trzech sąsiadujących pokojowo państw nie jest propagandową pokazówką, lecz realną siłą gotową do użycia w sytuacji zaostrzenia konfliktu w regionie np. wskutek kolejnych agresywnych działań Rosji. LitPolUkrBrig liczy 4500 żołnierzy, ma trzy bataliony manewrowe z krajów członkowskich oraz własny dywizjon artylerii samobieżnej, dywizjon artylerii przeciwlotniczej, batalion saperów i batalion logistyczny wystawione przez WP. Dowództwo brygady jest rotacyjne, obecnie sprawuje je płk Dmytro Bratiszko z Ukrainy.

Narastające ze strony Moskwy pohukiwania o rosnącym dla niej zagrożeniu wskutek wzmacniania wojskowego potencjału Polski i jej sojuszników na najdalej wysuniętej na Wschód flance NATO świadczą o tym, że wybraliśmy słuszną drogę, więc wbrew propagandzie sianej przez rosyjską V kolumnę bądźmy silni razem!