O tym, że zwycięstwo z "Newsweekiem" jest już ostateczne, poseł Pawłowicz napisała na Twitterze. Sprawa trwała długo, ale zakończyła się pozytywnie dla parlamentarzystki Prawa i Sprawiedliwości. Tomasz Lis, czy tego chce czy nie, musi ją przeprosić - wyrok jest prawomocny.

Zadzwoniliśmy do poseł Krystyny Pawłowicz, by skomentowała dla czytelników portalu Niezależna.pl dzisiejszy wyrok sądu. Poniżej zapis rozmowy.

Wygrała Pani proces z "Newsweekiem" Czy jest Pani usatysfakcjonowana tym wyrokiem sądu?

Jestem usatysfakcjonowana, ale chcę powiedzieć, że sprzyjał mi też los. Wskutek jakichś, jak twierdzi, wewnątrzrodzinnych nieporozumień, pan Lis nie otrzymywał wezwań do sądu. Ponieważ kilkakrotnie nie przyszedł na pierwsze posiedzenie, sąd z urzędu musiał zasądzić taki wyrok i takie roszczenie w sprawie cywilnej, o jakie występowałam. Jak już wyrok się ukazał, to dowiedział się o tym z mediów i po prostu zaczął całą akcję odwracania sytuacji i mówienia, że mu żona nie doręczyła. Wewnętrznie nie mogli się porozumieć, chociaż podaliśmy na dwa adresy: do redakcji i do domu. Mógł sprawy dopilnować.

Sprawa dotyczyła artykułu w "Newsweeku" z 2016 roku. To dość dawno.

Prawie trzy lata to trwało i w końcu sprawa jest ostatecznie załatwiona. Artykuł "Bulterierka Prezesa" jest stekiem obelżywych kłamstw. To po prostu poniżanie i mnóstwo kłamstw różnego rodzaju.

Na Twitterze napisała też Pani, że ta sprawa przywraca Pani wiarę w sądy. Czy rzeczywiście tak jest?

W pewnym zakresie. Bo jednocześnie wczoraj napisałam, kiedy wymieniałam komentarze na temat wybitej szyby w biurze poselskim, że nawet nie chciałam tego na policję zgłaszać. Bo co z tego, że policja przygotowuje sprawę, jak sąd uniewinnia osoby, takie jak te, które widać było na kamerach, jak oklejają czymś okna biura poselskiego. Sądy rejonowe bardzo często, również i w Warszawie, od chuligaństwa uniewinniają. Tą sprawą zajmował się Sąd Okręgowy i jestem przekonana, że nie brano pod uwagę tych względów politycznych, które przy innych sprawach jakoś jednak mają znaczenie. Mimo, że jestem traktowana przez media opozycyjne jako największy ich wróg, albo jeden z największych, to ta sprawa była rzetelnie rozpatrzona.