Chociaż Antoni Rząsa związał swoje życie z Zakopanem, zawsze tęsknił do rodzinnych stron. Jak jego rodzice zapatrywali się na jego przyszłość? Czy to oni ukierunkowali go artystycznie?

Marcin Rząsa: Ojciec rzeczywiście był bardzo przywiązany do swojej rodzinnej wsi Futoma na Podkarpaciu. Wyrastał w rodzinie rolniczej, wielodzietnej. Sam ukuł takie motto, które często powtarzał – „Do Futomy jedź, trzeba być w Futomie koniecznie”. W Futomie wszyscy utrzymywali się z pracy na roli. Kiedy ojciec był w szkole podstawowej jeden z nauczycieli, Roman Juszczak, zauważył jego niezwykły talent, i wystąpił z inicjatywą, żeby kształcić go w szkołach artystycznych. Dla dziadka hasło dalszego kształcenia w szkołach artystycznych było zupełną abstrakcją, ale całe szczęście - dzisiaj się z tego śmiejemy - ojciec miał młodsze rodzeństwo, któremu dziadek poświęcił swoją uwagę. 

Dla rodziny Rząsów wyprawienie syna na nauki do Zakopanego było pewnie sporym wyzwaniem logistycznym i finansowym? 

Nauczyciel załatwił mu stypendium, dzięki któremu mógł się kształcić w Zakopanem. Ojciec przyjechał do Zakopanego tuż przed wojną, w 1938 roku i rozpoczął naukę w Szkole Przemysłu Drzewnego w klasie rzeźby, gdzie jego nauczycielem został Antoni Kenar. 

Jak potoczyły się jego losy w czasie wojny?

Kiedy wybuchła wojna ojciec musiał wrócić do Futomy i wydawało się, że jego kariera rzeźbiarska prysła jak bańka. Po wojnie ojciec napisał list do Szkoły Przemysłu Drzewnego z prośbą o odesłanie jego dokumentów. Ten list na szczęście trafił w ręce Kenara, który dobrze pamiętał ojca z przed wojny. Wówczas Antoni Kenar odesłał ojcu list z namową, aby wrócił do szkoły. Mimo sprzeciwu dziadka, ojciec przyjechał do Zakopanego i kontynuował naukę. 

Relacja między Kanarem a twoim ojcem w końcu przerodził się w przyjaźń? 

To nie była zwykła relacja jak między uczniem a nauczycielem, a bardziej jak pomiędzy mistrzem i uczniem w renesansowej pracowni artystycznej. Po ukończeniu zakopiańskiego Liceum Plastycznego, które wykształtowało się ze Szkoły Przemysłu Drzewnego, Kenar od razu zaproponował ojcu pracę w charakterze nauczyciela rzeźby. Ojciec nie kontynuował nauki rzeźby w żadnej Akademii; odbywał jedynie kursy mistrzowskie pod okiem Kenara. Kończył szkołę w 1952 roku, a były to czasy mrocznego socrealizmu i Kenar uważał, że ojciec jest zbyt wrażliwy na kształcenie artystyczne w takich warunkach. Stąd pojawił się pomysł, aby dalej rozwijał się pod jego skrzydłami. Kenar był genialnym pedagogiem i dla niego każdy uczeń był indywidualnością, a jego zadaniem było zweryfikowanie oryginalności danego ucznia i dmuchanie w tę iskierkę, żeby każdy z nich poszedł swoją ścieżką artystyczną. 

W twórczości Antoniego Rząsy przeważają tematyka chrystologiczna, pasyjna, sceny z Męki Pańskiej. Czy jego twórczość należy odbierać jako religijną? 

Ojciec zawsze podkreślał, że jego rzeźby to nie są dzieła, do których należy się modlić. Jego tematyka biblijna nie jest ilustracją do Ewangelii, jest to historia ludzkiego losu, cierpienia i stąd właśnie często pojawia się w jego twórczości motyw Chrystusa ukrzyżowanego. Wcześniejsze rzeźby ojca były zupełnie inne, pogodne, bardziej dekoracyjne, a przełom w jego twórczości nastąpił w momencie choroby Antoniego Kenara i jego śmierci. Dla ojca było to bardzo trudne doświadczenie i chciał o tym opowiedzieć właśnie przez swoją twórczość. Ojciec uważał, że w naszej kulturze, w naszej tradycji wizerunek Chrystusa ukrzyżowanego jest najmocniejszym symbolem cierpienia i śmierci - bólu. 

Czy jego rzeźby znalazły się w kościołach?

Przez długi czas ojciec bronił się przed tym. Pierwszym publicznym pojawieniem się jego rzeźby w przestrzeni sakralnej był nagrobek dla Antoniego Kenara na cmentarzu na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. Jest to ukrzyżowany Chrystus, ale nie w pozie takiej jak dotychczas ludzie znali. Lokalną ludność to przedstawienie wręcz zbulwersowało, bo wszyscy dotychczas znali inne wizerunki ukrzyżowanego Chrystusa. A ta rzeźba jest niezwykle ekspresyjna i podobno, żeby nie została zniszczona, uczniowie ze szkoły Kenara musieli tam dyżurować. Dopiero, gdy ksiądz w ramach ogłoszeń duszpasterskich powiedział, że takie przedstawienie nie jest obrazoburcze, rzeźba została zaakceptowana. 

Innym razem ksiądz ze wsi Groń koło Nowego Targu chciał mieć rzeźbę ojca w tamtejszym kościele, ale ojciec długo się przed tym bronił i w końcu ustalił z księdzem, że rzeźba stanie na jeden miesiąc w świątyni, ale przy niej wyłoży zeszyt, w którym parafianie sami wypowiedzą się o tym dziele. Ustalił z księdzem, że jeżeli będą przeważały opinie pozytywne to rzeźba zostanie, a jak będzie więcej negatywnych to rzeźba wróci do pracowni. Okazało się, że wśród miejscowych górali tylko jedna osoba wypowiedziała się pozytywnie, a cała reszta negatywnie lub bardzo negatywnie. Prace ojca bardzo ciężko było kupić, bo niechętnie się z nimi rozstawał. 

Jego rzeźby znalazły się jednak w kościele Arka Pana w Nowej Hucie.

Myślę, iż ojciec miał świadomość, że jest to niezwykle ważny kościół. Pamiętał wszystkie boje stoczone, aby ten kościół stanął w Nowej Hucie, mimo pomysłów władzy komunistycznej, że ma być to pierwsze socjalistyczne miasto bez kościoła. Jednak okazało się, że ludzie potrzebują Pana Boga i nie da się go tak łatwo wyeliminować z ludzkiego życia. Ranga i znaczenie tego kościoła przekonały ojca - jego rzeźby stanęły tam, w kaplicy Pojednania można podziwiać osiem jego prac. Rzeźby ojca są także w kościele w Futomie, bo ojcu bardzo na tym zależało, żeby w rodzinnej wiosce znalazły się jego prace, a kościół jest tam jedynym publicznym miejscem. 

Czy nadawał tytuły swoim rzeźbom?

Rzeczywiście większość rzeźb ma jakiś tytuł, ale ojciec bardzo szybko zorientował się, że tytuł bardzo mocno ogranicza odbiór dzieła i żeby nie narzucać widzowi danej myśli, lepiej jest jeżeli ktoś według własnej wrażliwości, nastroju może odczytać przesłanie danej rzeźby. 

Antoni Rząsa żył bardzo skromnie...

Będąc nauczycielem w zakopiańskiej szkole plastycznej zamieszkiwał w internacie. Później dzięki pomocy władz Zakopanego w 1974 r. zakupił niedokończoną budowę przy ulicy Bogdańskiego i własnym wysiłkiem dokończył dom, w którym otworzył galerię autorską. Zmarł 26 stycznia 1980 r. w Zakopanem. Wolą ojca było, aby jego dzieła pozostały w zakopiańskiej galerii. 

Rozmawiał Szymon Bafia (PAP)