Sejm przyjął wczoraj uchwałę upamiętniającą byłego premiera Jana Olszewskiego.

Był człowiekiem honoru, pełnym godności, skromności i uczciwości; w historii zapisał się jako patriota, mąż stanu i wzór do naśladowania

- napisano w uchwale.

Za uchwałą głosowało 266 posłów, przeciw był 1, wstrzymało się 23 posłów (m.in. z Nowoczesnej i PSL-UED). W głosowaniu nie wzięli udziału posłowie klubu PO-KO.

To, co zrobiło PO-KO było dla mnie niesamowicie przykre. Miałem bardzo osobiste, emocjonalne relacje z panem premierem Janem Olszewskim i z tego tytułu nie jestem obiektywny

- mówi w rozmowie z Niezalezna.pl poseł PiS, a w przeszłości bliski współpracownik Jana Olszewskiego, Bartosz Kownacki.

Polityk podkreślił, że "jest jednak w stanie porównać tę sytuację do wielu innych z przeszłości".

Jestem zawstydzony tym, że znajduję się w parlamencie z takimi ludźmi, którzy nawet w sprawach ostatecznych, nie potrafią budować wspólnoty narodowej poza kategoriami sporu politycznego.  Porównajmy tę sprawę do uchwały z okazji 10. rocznicy śmierci premiera Tadeusza Mazowieckiego, ostatniej sprawy - prezydenta Pawła Adamowicza. To nie jest tak, że wszyscy zawsze ze wszystkimi zapisami w uchwale się zgadzają, ale w sprawach ostatecznych potrafimy odłożyć to na bok i pokazać szacunek. Taka uchwała nikomu obecnie na sali sejmowej - poza kilkoma wyjątkami - się nie należy

- dodał.

Ci ludzie nawet z szacunku dla zmarłego nie potrafili wstać. Zaczęliśmy mówić zupełnie innymi językami i jest to kulturowo obce temu, na jakich wartościach ja zostałem wychowany. Nawet jeśli się z pewnymi sprawami nie zgadzałem, to potrafiłem zachować się przyzwoicie, a PO-KO nie potrafiło tego zrobić. Myślę, że z latami będzie się to niestety pogłębiało, jeśli w tak oczywistej sprawie niektórzy ludzie chcą budować spór. To bardzo przykre

- dodał Bartosz Kownacki.