"Wszyscy niemieccy obywatele, również ci, którzy są podejrzani o przynależność do IS, mają fundamentalne prawo do pobytu w Niemczech"

- powiedział rzecznik MSW na konferencji prasowej.

Rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert dodał, że RFN prowadzi intensywne konsultacje z USA oraz Wielką Brytanią i Francją na temat obywateli UE ujętych w Syrii.

Prezydent Trump poprosił w niedzielę na Twitterze, by Wielka Brytania, Francja, Niemcy i inni europejscy sojusznicy przyjęli ponad 800 bojowników Państwa Islamskiego (IS) ujętych w Syrii oraz by postawiono ich przed sądem. Przywódca amerykański ostrzegł, że w przeciwnym wypadku żołnierze USA będą musieli ich wypuścić.

Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas oznajmił jednak dzisiaj w kuluarach posiedzenia Rady UE ds. Zagranicznych w Brukseli, że żądanie Trumpa będzie trudne do realizacji.

"Nie jest to takie proste, jak wyobrażają to sobie w Ameryce. Stan prawny jest taki, że obywatele Niemiec mają prawo do powrotu do Niemiec. W tej chwili możliwości sprawdzenia, czy rzeczywiście chodzi o niemieckich obywateli są niewielkie"

- zastrzegł Maas wskazując na brak dostępu niemieckich służb konsularnych do zatrzymanych bojowników.

Z danych niemieckiego kontrwywiadu (BfV) wynika, że od roku 2012 na dżihad do Syrii i Iraku wyjechało z Niemiec około 1050 osób. Utworzony przez terrorystyczne ugrupowanie kalifat przyciągał młodych salafitów - tak niemieckie służby określają rosnące w siłę nad Renem środowiska islamskich radykałów odwołujące się do "czystej nauki" Mahometa. Deklarują one dążenie do obalenia porządku konstytucyjnego w Niemczech.

Jak oceniają służby około 150 dżihadystów zginęło, a jedna trzecia wróciła do RFN. Większość pozostaje na wolności. Tylko w pojedynczych przypadkach udaje się byłych bojowników skazać na kary więzienia za członkostwo i działalność terrorystyczną poza granicami kraju. Federalny Urząd Kryminalny (BKA - odpowiednik polskiego CBŚP) uznaje wracających dżihadystów - ze względu na radykalizacje i doświadczenie w walce - za realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

Kwestia przyjęcia bojowników IS z powrotem w RFN podzieliła tamtejszych polityków. Szef komisji spraw zagranicznych Bundestagu Norbert Roettgen (CDU) uznał żądanie Trumpa "zarówno w treści jak i w formie" za mało konstruktywne. Z kolei wiceszef frakcji FDP w Bundestagu Alexander Lambsdorff uznaje, że osądzenie dżihadystów, to zadanie dla niemieckich sądów. "Alternatywą jest puszczenie ich wolno, albo drugie Guantanamo" - zaznaczył. Wtóruje mu też współprzewodniczący frakcji Lewicy (Die Linke) w niemieckim parlamencie Dietmar Bartsch. "Jesteśmy państwem prawa i dokładnie tak powinniśmy działać" - oświadczył polityk postkomunistycznego ugrupowania.