Jak twierdzi "Wyborcza", austriacki przedsiębiorca Gerald Birgfellner zeznał w prokuraturze podczas przesłuchania 11 lutego, iż Jarosław Kaczyński powiedział mu, że zanim - zasiadający w radzie fundacji Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego (która jest właścicielem spółki Srebrna) ksiądz Rafał Sawicz - podpisze potrzebne uchwały, "to trzeba mu zapłacić".

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek komentuje te insynuacje jednoznacznie.

Są granice śmieszności. Polacy doskonale znają pana prezesa Kaczyńskiego. Wiedzą, jak skromnie żyje. Dziennikarze szydzili nawet z niego, że chodzi w sfatygowanych butach, a teraz próbują mu wmawiać co innego. Znajmy miarę 

- powiedziała dzisiaj Mazurek.

Te rozpaczliwe próby skompromitowania Jarosława Kaczyńskiego, które podejmuje Gazeta Wyborcza budzą już politowanie i zażenowanie. "Wyborcza" najpierw ogłosiła, że ujawnia aferę, po czym uczyniła Jarosławowi Kaczyńskiemu zarzut z tego, że jest uczciwy 

- dodała.

Mazurek oceniła, że "kiedy rzekoma afera okazała się hucpą", gazeta sięgnęła po nowe "rewelacje" Birgfellnera.

Człowieka, który - jak podają media - nie może sobie w prokuraturze przypomnieć, kogo nagrywał z ukrycia, kiedy nagrywał, ile razy nagrywał, a nawet czym nagrywał. Pamięć mu szwankuje, ale nagle po paru tygodniach przypomina sobie o kopercie z pieniędzmi, które trzeba było wręczyć księdzu, zanim podpisał uchwałę 

- mówiła rzeczniczka PiS.

Jest to oczywista nieprawda. Takie zdarzenie nie miało miejsca. Ksiądz Sawicz podpisał uchwałę rady nie stawiając jakichkolwiek warunków, tym bardziej finansowych. Nie zabiegał też o jakiekolwiek wsparcie finansowe dla siebie, tak przed, jak i po podpisaniu uchwały. To śmieszne i żałosne, ale jednocześnie, jeśli chodzi o samą "Wyborczą" - wyjątkowo przykre 

- podkreśliła.

Rzeczniczka PiS oceniła, że gazeta, która "kiedyś posługiwała się symbolem 'Solidarności', sięga po metody Jerzego Urbana".

On też posłużył się podobnym kłamstwem – opublikował kiedyś sfałszowaną przez SB lojalkę, którą miał rzekomo podpisać Jarosław Kaczyński. Urban przegrał z kretesem w sądzie. Musiał przepraszać pana prezesa, dlatego dzisiejszą publikacją "Wyborczej" także zajmują się prawnicy 

- powiedziała Mazurek.